Magiczne moce pod koroną.
Przez całe wieki panowało przekonanie, że ten, kto odważy się zniszczyć krzew czarnego bzu, musi liczyć się z rychłą śmiercią, a palenie w piecu jego gałązkami miało sprowadzić choroby na całą rodzinę. Jeśli istniała konieczność przycięcia pędów krzewu, najstarszy członek rodziny padał przed nim na kolana i błagał o przebaczenie, że musi to zrobić.
Wszystkie magiczne moce miały swą siedzibę pod koroną bzu, to tu przynosiły matki swe chore dzieci błagając o uzdrowienie. Krzewy sadzono w pobliżu kościołów, głęboko bowiem wierzono, że odpędzają pioruny.
Hipokrates zalecał - stosujemy do dzisiaj.
Kwitnący czarny bez wydziela niezbyt ciekawy zapach, ale napary z kwiatów, odwary z owoców i sok zaliczane są do cenionych leków w medycynie naturalnej.
Najstarszy i najsłynniejszy lekarz świata - Hipokrates z Kos zalecał korzeń bzu jako środek napotny.
Słowianie praktykowali przez wieki zwyczaj zrywania 24 czerwca w samo południe kwiatów bzu, które smażono i leczono tymi powidełkami febrę. Napój sporządzany z liści, korzonków i kwiatów gotowanych w starym winie leczyć miał nawet ukąszenia wściekłego psa. Niewiasty, jak zwykle sprytne, już w czasach Renesansu farbowały włosy na czarno, używając soku z jego owoców.
A w latach trzydziestych XIX wieku znowu zalecano herbatkę z kwiatu bzowego jako środek napotny, skutecznie zapobiegający rozwinięciu się przeziębienia.
Babcia Alina
Foto: archiwum
© Elżbieta Lechowicz 2010. All rights reserved.
© JM Media 2010. All rights reserved. |