Z wierzbą łączą się legendy, baśnie i wierzenia datujące się jeszcze z czasów pogańskich. Starożytni wierzyli, że w wierzbowych dziuplach mają swą siedzibę drzewne nimfy - driady - znane w mitologiach wszystkich ludów indoeuropejskich. I chyba ten kult leży u podstaw wiązania wierzby z duchami i demonami. Kobiety pragnące dziecka stroiły wierzbę w kwiaty, zawieszały na niej wota i błagały o spełnienie ich pragnienia.
Zwyczaj ten przetrwał do dziewiętnastego wieku, o czym wspomina T. Narbutt: ...Na prawym brzegu Niemna, niżej trochę Jurborka...postrzegłem jednej niedzieli wierzbę ubraną w wieńce z kwiatów.
Skąd ten zwyczaj? Tego na pewno nie wie nikt, ale prastara litewska legenda mówi, że dawno, bardzo dawno temu pobliżu rzeki mieszkała kobieta o imieniu Blinda, która każdego roku rodziła dziecko. Matka Ziemia uważała, że miano najpłodniejszej przysługuje tylko jej. Nie życzyła sobie konkurencji, postanowiła więc pozbyć się rywalki. Kiedy któregoś ranka Blinda Szkła brzegiem rzeki i ugrzęzła w podmokłym gruncie, ziemia ścisnęła mocno jej nogi. Nie mogła się już Blinda uwolnić, wrosła w ziemię i przemieniła się w wierzbę.
Dlatego właśnie po litewsku to piękne drzewo nazywa się „blinde”. Wierzba była tą, która pomagała w szczęśliwych porodach i tym matkom, które miały problemy z wychowaniem swoich pociech.
Jednak wierzba to nie tylko drzewo opiekuńcze, to także, wedle pogańskich wierzeń, siedlisko czarta.
Mieszkał w wierzbowej dziupli najstarszy słowiański diabeł Rokita, a jak wiele miał grzechów na sumieniu nie trzeba przypominać. Czarownice, znachorki, zamawiacze chorób doskonale orientowali się, że kora wierzby jest skutecznym lekiem na zimną febrę i kaszel.
Medycyna ludowa stosowała je w chorobach, których dziś podajemy chininę czy aspirynę; jako lek napotny, przeciw gorączce, w bólach reumatycznych, także przeciw biegunkom i wzdęciom. Obmywano wywarem z kory rany, które nie chciały się goić i nadmiernie pocące się stopy. Wywary tym bardziej były skuteczne, że ich stosowaniu towarzyszyły zaklęcia i specjalny rytuał. Szczytem umiejętności znachorskiej było przesuwanie terminu śmierci gdzieś w daleką przyszłość: za radą czarownicy, ten, co chciał jeszcze pożyć, udawał się pod najbliższą, stara wierzbę, pluł na nią trzy razy i wypowiadał słowa: Ty niedługo umrzesz, bo musisz, a ja będę żyć, bo mogę.
Ponoć pomagało, a kto chce, niech wierzy.
Babcia Alina
Foto: archiwum
© Elżbieta Lechowicz 2010. All rights reserved.
© JM Media 2010. All rights reserved. |