Do naszych czasów nie dotrwała ich receptura. Dawnymi czasy wyrabiała je każda szanująca się gospodyni; na swój sposób i według własnej receptury.
Jak pisze Roman Landowski w książce „Dawnych obyczajów rok cały” ...składnikiem była ponoć także gryczana kasza, wcześniej rozdrobniona. Chlebki pieczono na konopnym oleju na „otwartym ogniu”, potem dopiekano w piecu.
Hanna Szymanderska w „Polskich Tradycjach świątecznych” pisze o nich: ...każda gospodyni miała swoje, pilnie strzeżone przepisy na te smakołyki stanowiące przedsmak świątecznych pierników (…) Adwentowe bułeczki przed upieczeniem nacinano ukośnie, a liczba nacięć odpowiadała kolejnym upływającym tygodniom adwentu.
Podobnie chlebki znaczono na wierzchu ukośnym rowkiem lub okrągłym dołkiem.
Bułeczki adwentowe nie były przeznaczone na potrzeby domowe. Wypiekano je w piątkowe wieczory z myślą o obdarowaniu... kolędników i przebierańców.
To nie pomyłka. Jeszcze w połowie XX wieku z szopką-betlejemką albo w pochodach maszkar chodzono w Polsce od dnia Matki Bożej Adwentowej, w niektórych regionach kolędowano już od pierwszego tygodnia adwentu, ale tylko w sobotnie wieczory.
Jak pisze Roman Landowski: Na Pomorzu kolędników w adwencie częstowano raczej piernikami, które były pieczone już miesiąc przed Bożym Narodzeniem. Pierwsze świąteczne pierniki wyjmowano z pieca dokładnie 25 listopada, w dniu św. Katarzyny. Stąd pochodzi nazwa piernych ciasteczek: katarzynki. Rożny miały kształt, ale najczęściej były to serduszka dowolnej wielkości bądź cztero-lub sześciokoliście na brzegach uformowane ciasteczka.
Były też mikołajki, pierniki pieczone w przeddzień św. Mikołaja (6 XII). Były dodatkiem do prezentów w ten wypatrywany przez dzieci poranek. Św. Mikołaj jest jakby jednym z elementów adwentowego wyczekiwania.
Mikołajki, jako pierniczki, formowane były przeważnie w owalne kształty. Wycinano je brzegiem glinianego kubka, a potem szklanki. Tak było najprościej, co może świadczyć iż ciasteczka te były wypiekane pospiesznie nocą, gdy dzieci już spały, a przecież należało podołać wobec mikołajkowych podarków.
Z biegiem czasu pojawiać się zaczęły blaszane foremki do wyrzynania ciasta zwane „formeczkami”. Miały najprzeróżniejsze kształty: gwiazdek, półksiężyców, kwiatuszków, mikołajków, a także zwierząt: kogutków, prosiaczków, koników.
W Małopolsce (są jeszcze tacy, którzy pamiętają) furorę robiły pierniczki-lajkoniki oraz pan Twardowski siedzący na księżycu.
Tadeusz Makowski - „Dzieci z turoniem” (1929) i ciasteczka cieszyńskie
zarejestrowane na „Liście Produktów Tradycyjnych”.
Ciekawa jest jeszcze jedna informacja podawana przez Romana Landowskiego: Pierniki o kształcie zwierząt urozmaicały często zabawę kolędujących pochodów maszkar. Każdy przedstawiciel wędrującego zespołu wybierał swoje ciastka: turoń dostawał w prezencie sylwetki byków, kominiarz - kominiarza, bocian - bociana, koza - kozę itd. Było przy tym wiele uciechy, bo niekiedy w wypieku zabrakło odpowiedniej figury. Wówczas ów pokrzywdzony kolędnik otrzymywał podwójną porcję najzwyklejszych gwiazdek lub adwentowych bułeczek.
Zwyczaj wypiekania specjalnych świątecznych ciasteczek jest nadal bardzo żywy i kultywowany na Ziemi Cieszyńskiej, a do wspólnego ich wyrobu i wypieku zasiadają całe wielopokoleniowe rodziny. Przy takich okazjach można wysłuchać wspomnień z dawnych czasów; m. in. o tym, jak trzeba było korzystać za opłatą z zaprzyjaźnionej piekarni, bo w domu nie było odpowiedniego piekarnika do wypieku ciasteczek, o czasach niedostatku, kiedy ciasteczka przygotowywano z najprostszych składników, a jedyną ozdobą był ich kształt, odrobina cukru i trzymane w spiżarni orzechy, owoce i mak, czy też o tym, z jaką rozkoszą można było puścić wodze fantazji, kiedy wraz z pojawieniem się nowych składników i przypraw pojawiły się nowe ciasteczkowe możliwości.
Długie, przedświąteczne wieczory pomagają kultywować ten zwyczaj. Do pracy włączają się babcie, mamy, córki i wnuczki oraz... panowie, którzy czując się niezbędni, angażują się do łuskania orzechów i mielenia maku.
Pieczenie cieszyńskich ciasteczek to także doskonała zabawa, okazja do wspólnego przeżywania wielkich wydarzeń i pogłębienia więzi rodzinnych.
Powróćmy jednak do naszych, zapomnianych bułeczek adwentowych i spróbujmy je... „wskrzesić”. Można bowiem przypuszczać, że wyglądały podobnie do znanych w Szwecji, adwentowych wypieków (bogatszych, bo wypiekanych z dodatkiem szafranu - bułeczki szafranowe) zwanych „lussekatter”, a spożywanych z okazji Dnia Świętej Łucji (13 grudnia). Adwentowe pieczywo szafranowe znane jest również w Anglii (szczególnie w Kornwalii), ale lussekater - bułeczki św. Łucji spotkaliśmy także na włoskich stornach internetowych poświęconych adwentowym kulinariom.

Oto szwedzki przepis, który pozwoli nam na wypiek 32 sztuk lussekater - bułeczek św. Łucji
Składniki:
50 g drożdży, 100 g masła, 0,5 l mleka, 250 g białego sera (lepiej by był wilgotny i miękki), 1,5 g szafranu, 150 g cukru, 1 kg mąki; a do glazury: 1 jajko i 1 łyżka mleka.
Wykonanie:
Masło roztopić, dodać mleko. Podgrzać do temperatury ciała. W mleku i maśle rozetrzeć drożdże. Wymieszać z mąką, cukrem (a może spróbować zastąpić cukier miodem?), szafranem i serem.
Zagnieść i wyrobić gładkie ciasto.
Przykryć i odstawić na 1 godzinę w ciepłe miejsce.
Ponownie wyrobić ciasto, podzielić na 32 wałeczki o długości ok. 20 cm. Wałeczki formować w literę S. Ozdobić rodzynkami i ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Przykryć i odstawić na 30 minut do ponownego wyrośnięcia.
Bułki posmarować roztrzepanym jajkiem z mlekiem.
Piec w gorącym piekarniku, w temperaturze 220 stopni C, przez 7 - 10 minut.
Tekst: Leszek Horwath
Foto: internet i archiwum portalu potrawyregionalne.pl
© JM Media 2010. All rights reserved. |