 |
| |
|
|
|
 Spotykamy te najmłodsze pastereczki w poezji, prozie i malarstwie ( na zdjęciu gęsiareczka namalowana współcześnie przez Marię Szymańską), bo przecież dawnymi czasy (choć pamięć wielu z nas jeszcze tych nie tak znów odległych czasów sięga) wiejska dzieciarnia, o ile nie rozpoczęła pobierania nauk, wprzęgana była do rozmaitych prac gospodarczych. Przy domach i na łąkach spotkać można było kilkuletnie maluchy z wierzbową witką, czy innym badylkiem w garści, pilnujące skubiącego trawę stadka gęsi lub kaczek.
W czasach bardziej odległych, znanych już tylko z przekazów literackich, czy etnograficznych, pilnowaniem domowego ptactwa, a także wypasem bydła i koni, zajmowała się dzieciarnia pochodząca z ubogich rodzin. | | |
| |
 W czasach nam współczesnych chleb nadal cieszy się dużym szacunkiem: nie wyrzuca się pieczywa, robi się znak krzyża przed ukrojeniem, całuje się, kiedy upadł na podłogę. Część osób wykonująca powyższe czynności nie uświadamia sobie skąd się biorą takie a nie inne zachowania, tylko kontynuują je, najczęściej jako tradycję wynoszoną z domu. Ludność wiejska zawsze otaczała chleb wielką czcią, bo uważano go za dar bogów, bez którego nie może istnieć życie. | | |
| |
 W każdym szanującym się dworze były piwnice. Na ogół aż trzy! Przynajmniej tak zalecały dworskie poradniki i kalendarze w dawnych wiekach. Dlaczego aż tyle?
Pierwsza z nich miała być przeznaczona wyłącznie na mleko, masło, nabiał itp. artykuły. Od stuleci wiedziano, że mleko łatwo przejmuje zapach innych produktów, dlatego zapewniano mu izolację od nich w oddzielnym pomieszczeniu.
Druga służyła zwykle do przechowywania warzyw oraz beczek z kiszoną kapustą, która była bazą wielu słynnych staropolskich potraw, i z kiszonymi ogórkami, które od zawsze nadawały polskiej kuchni charakterystycznego smaku. | | |
| |
 Powszechnie znane jest powiedzenie „mój dom jest moją twierdzą”. Dziewiętnastowieczny mieszczuch krenelaże i blanki zastąpił pluszowymi kotarami i nimi obwarował swój dom. Dekoracyjność draperii łudziła przyjemnie oko, nie zmieniała wszakże faktu, że mieszkanie pozostało twierdzą. Władzę sprawował w niej pan domu, ale gospodarstwo domowe spoczywało na barkach opiętej gorsetem pani. Każda porządna gospodyni dokładała wszelkich starań, by gospodarstwo było samowystarczalne, a „stopień samowystarczalności dawał świadectwo kwalifikacjom małżeńskim pani domu” jak zauważył Stanisław Broniewski w uroczej książce Igraszki z czasem. Bo przecież najważniejszą powinnością małżonki było zadowolić męża. „Żonom zawsze powtarzam, że smacznie przyrządzony obiad jest podstawą szczęścia domowego i dobrego humoru męża” głosiła wyrocznia w tych sprawach, słynna Lucyna Ćwierczakiewiczowa. | | |
| |
 Odwiecznym problemem gospodyń i gospodarzy (szczególnie mniej doświadczonych), szykujących się do podjęcia gości, było nie tylko przygotowanie właściwego menu, ale również oszacowanie ile zasiadający przy stole powinni mieć na talerzach, by wychodząc chwalili nie tylko smaki, ale i akuratność wypełnienia nimi całego... jestestwa.
Nic więc dziwnego, że w wielu książkach kucharskich, które ukazywały się na przełomie XIX i XX wieku, zagadnieniu ilości potraw poświęcano także należną mu uwagę. | | |
| |
 Kiedy w dom mają zawitać mili zaproszeni goście, chcąc im w nim uprzyjemnić pobyt i uniknąć wszystkiego coby mogło w tym kierunku oddziałać ujemnie na to towarzystwo, popsuć mu humor, lub udaremnić najlepsze chęci w życzliwym podejmowaniu, należy wszystko naprzód i wczas obmyśleć i przygotować, wydać służbie odpowiednie i dokładne rozporządzenia, aby ona nie miała powodu do osłaniania swej opieszałości i niedbalstwa, a pani domu nie popadła w zakłopotanie, lub nie potrzebowała się rumienić za cudze, a tem mniej za własne winy. | | |
| |
Kredens, jako samodzielny mebel, pojawił w XVII-wiecznej Anglii, ale jadalniach zadomowił się na dobre dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku.
W polskich pałacach i dworach mianem kredensu określano pomieszczenie, najczęściej znajdujące się między kuchnią a jadalnią. Przechowywano tam zastawy stołowe, sztućce, a także obrusy, chusty i chusteczki. Tam też potrawy nabierały ostatecznego kształtu przed podaniem ich na stół. Wypełniano więc wazy zupami, układano posiłki na tacach, dekorowano je, a trunki rozlewano w kieliszki. Było to także miejsce pracy służby odpowiedzialnej za obsługę stołu.
Jeszcze nie tak dawno był kredens „dyżurnym” i niezbędnym meblem obecnym w kuchni lub jadalni.
| | |
| |
Lucyna Ćwierczakiewiczowa pobiła niewątpliwie rekord popularności wśród autorów wydawanych u nas książek kucharskich. Były jeszcze po niej dwie autorki, które zdobyły wielką poczytność, kształtując tym samym domową kuchnię polską w pierwszych dziesiątkach lat naszego wieku - Maria Ochorowicz-Monatowa i Maria Disslowa. Ale Ćwierczakiewiczowa była tą pierwszą i zarazem pewnego rodzaju instytucją w dziedzinie gospodarstwa domowego, a przy tym postacią, której obecność zaznaczyła się w życiu Warszawy drugiej polowy XIX wieku. Dość powiedzieć, że 365 obiadów miało w latach 1860-1923/24 wydania w 130 tysiącach egzemplarzy!
| | |
| |
 Salon we dworze szlacheckim skupiał życie całej rodziny w czasie wolnym od pracy i innych zajęć.
Był on dumą każdej pani domu. Pomieszczenie to urządzano zgodnie z panującą modą na wnętrza japońskie, tureckie, perskie, neogotyckie.
W latach dwudziestych XIX wieku pojawiła się moda na meble biedermeierowskie, które tak rozpowszechniły się w polskich dworach, że przywykliśmy je uważać za rodzimy produkt.
| | |
| |
 Wiadomości o kuchni, jako odrębnym pomieszczeniu do przygotowywania posiłków znamy już ze starożytności.
Najbogatsze informacje o jej wyglądzie i sposobie funkcjonowania odnoszą się do czasów niedawnych, przede wszystkim do wieku XX, ale i wiek XIX, szczególnie jego 2. połowa, jest dosyć obszernie udokumentowany. Z tego okresu, głównie z drugiej połowy XIX i pierwszej połowy XX w., zachowało się najwięcej zabytków. | | |
| |
Spożywanie posiłków jako problem kulturowy zaczęło odgrywać coraz ważniejszą rolę wraz z rozwojem cywilizacyjnym poszczególnych społeczeństw. W domach mieszczańskich aż do XVIII w. nie było wyodrębnionej jadalni. Jedzenie podawano w pokoju, gdzie akurat przebywało towarzystwo czy domownicy. W XIX wieku główne posiłki domownicy spożywali już w jadalni przy wspólnym stole. W kamienicy mieszczańskiej jadalnię sytuowano najczęściej na I piętrze - najbardziej reprezentacyjnym. Przeznaczano na nią okazały pokój, niewiele skromniejszy od salonu. | | |
| |
|
|
|
|