Po gruntownym remoncie, przeprowadzonym w 2001 r., obiekty wytwórni nabrały romantycznego piękna, stając się uroczym zakątkiem do którego zejść można, po kamiennych schodkach, wprost z najbardziej znanego nowosądeckiego placu targowego zwanego "Maślanym Rynkiem ".
O "Maślany Rynek " wystarczy zapytać pierwszego lepszego przechodnia - charakterystyczny plac wskaże każdy, kto w Nowym Sączu mieszka choćby zaledwie od kilku miesięcy ( mapka - na wszelki wypadek ).
Powita nas rozłożysta kilkudziesięcioletnia, staranie pielęgnowana winorośl, z nieprawdopodobną ilością kiści winogron, dająca w upalne dni schronienie przed upałem i mocnymi promieniami słońca, wyłożony kostką brukową stylowy podworzec z wypielęgnowanymi kwiatami i kameralnie rozłożonymi stolikami.
Będziemy mieli sporo szczęścia jeśli nie postoimy dłuższą chwilę w najprawdziwszej kolejce. Na szczęście, bez "komitetu kolejkowego ", bo obsługa jest tu bardzo szybka, zawsze uśmiechnięta i niezwykle sympatyczna.

W wakacje za ladą spotkamy Zosię Hotloś - córkę właścicieli, która z zapałem pomaga w prowadzeniu rodzinnego interesu. W upalne dni, gdy tempo pracy staje się prawdziwie zawrotne, chwile na rozmowę z zabieganym szefem, mistrzem i ojcem są tak rzadkie, że nie omieszkaliśmy jednej z nich uwiecznić.
Państwo Krystyna i Stanisław Hotlosiowie to dzisiejsi właściciele "Orawianki ", którą przejęli od ojca pani Krystyny Stanisława Lelity - jednego ze współzałożycieli niegdysiejszej cukierni a dzisiejszej lodziarni.
Sądeczanie z dziada pradziada, idąc na lody, nie mówią, że idą na lody do "Orawianki ", czy "…do Hotlosiów ", ale "…idziemy na lody do Lelity ". Tak również przejawia się siła tradycji znakomitych lodów i… szacunek dla seniora rodu.
Wytwórnia jest prawdziwie rodzinna. Gdy tylko czas pozwala pomaga każdy z członków 5-osobowej rodziny. Od pomocy, gdy tylko przyjeżdża do domu na kilka dni, nie stroni Anna - utalentowana skrzypaczka, studiująca w Krakowskiej Akademii Muzycznej. Paweł - student nowosądeckiej elitarnej WSB-NLU, nie tylko pracuje przy wyrobie lodów, ale także podpowiada ojcu nowe pomysły organizacyjne i biznesowe.
Pan Stanisław nie ukrywa iż liczy, że to właśnie Paweł przejmie po nim stery w "Orawiance ". Plany na przyszłość to zwiększenie asortymentu lodów, a może powrót do cukierniczych tradycji, a może jeszcze kawiarnia… No tak. Chciałoby się wiele, ale na wszystko trzeba solidnie zapracować. Na razie najpilniejsze prace to stałe dbanie o estetykę i wygląd otoczenia lodziarni.
Niedawno pojawiły się stylowe ogrodzenia, które przydały kolejnego blasku firmie. Na wiosnę przy wejściu od strony Maślanego Rynku, wysiano trawę oraz zasadzono krzewy i kwiaty. I tak, powolutku - krok po kroku także otoczenie pięknieje.
Warto wiedzieć, że państwo Hotlosiowie, co oczywiste przy pracy w tak specyficznej branży jaką jest lodziarstwo, to z zawodu mistrzowie-cukiernicy.
Pani Krystyna specjalizuje biszkoptach i ciastach czekoladowych, a pan Stanisław w wypieku najrozmaitszych drożdżówek, drobnej galanterii cukierniczej (ciastek i ciasteczek) i tortów.
Ale wejdźmy wreszcie tak, gdzie dotychczas niewielu mogło zajrzeć. Do skarbca smaków - czyli do sali produkcyjnej.
Czytając tekst i przeglądając zdjęcia (każde z nich dostępne jest - po kliknięciu w miniaturę - w sporym powiększeniu) mogą też Państwo równolegle słuchać reportażu, który specjalnie dla Was nagraliśmy w "Orawiance". Wystarczy kliknąć - - -> MP 3.
Tu kończy się nasza pisana opowieść o najsłynniejszej nowosądeckiej lodziarni. Oddajemy głos Panu Stanisławowi, Zosi i ich klientom.




Jesteśmy przekonani, że kto choć raz spróbował lodów z co oczywiste przy pracy w tak specyficznej branży jaką jest lodziarstwo "Orawianki" ten będzie jej wierny, a mieszkając z dala od Nowego Sącza nie raz za tymi tradycyjnymi, pysznymi lodami zatęskni, a odwiedzając Sądecczyznę nie omieszka tu zajrzeć i spałaszować porcję za złotych kilka. Znamy takich, którzy najadają się "na wszelki wypadek".

Mamy jeszcze jedną maleńką prośbę. Pamiętajcie o wróbelkach!!! Zostawcie im choć ździebełko z kubeczka lub rożka i poobserwujcie na odchodne, jak pociesznie radzą sobie z kawałkami wafelków. To chyba najbardziej osobliwi lokatorzy nowosądeckiej lodziarni, pomieszkujący w gałęziach rozłożystej winorośli.

Tekst, foto i nagranie:
Leszek Horwath © JM MEDIA 2006. All rights reserved. |