Karol Okrasa - polski mistrz kucharski z cenzusem (wszak to nie tylko absolwent Technikum Gastronomicznego im J. Pijanowskiego w Warszawie, ale także Wydziału Nauki o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie) - jeszcze przed rozpoczęciem gotowania w plenerze, poznawał tajniki pracy współczesnego polskiego bartnika.
Był przy tym wielokrotnie zaskakiwany informacjami, którymi Janusz Kasztelewicz - właściciel Gospodarstwa Pasiecznego „Sadecki Bartnik” - sypał niczym „z rękawa”.


Mówił nie tylko o miodach, ich gatunkach czy sposobach pozyskiwania i konfekcjonowania, ale także o skomplikowanych badaniach jakości.
Chcąc wprowadzić swojego gościa w świat najpracowitszych owadów, mówił o prawach jakimi rządzi się ich życie społeczne, tajnikach hodowli i zagrożeniach czyhających zarówno na pszczoły jak i pszczelarzy.
Przedstawiał także profilaktyczne, medyczne i spożywcze zastosowania takich produktów pszczelich jak m. in.: pyłek kwiatowy, mleczko pszczele, pierzga, propolis czy wosk.
Zanim jednak zdamy relację znad kuchni z „Barcią Millenijną” w tle, która tym razem „rozsiadła się” na łące, przypomnijmy że Karol Okrasa urodził się 20 maja 1978 r. w Białej Podlaskiej. Jak sam żartobliwie stwierdza: z takim nazwiskiem można zostać tylko kucharzem.
Zawodowa karierę rozpoczynał w Hotelu Jan III Sobieski w Warszawie. Przez 9 lat, od 1997 r. pracował w Hotelu Bristol, gdzie był także Szefem Kuchni.
Jest jednym z założycieli Fundacji Klubu Szefów Kuchni, która przyjęła sobie za jeden z celów działania propagowanie kultury stołu w Polsce, a poza jej granicami naszej kuchni narodowej.
W 2005 roku Karol Okrasa został laureatem „Oskar Kulinarny” w kategorii „osobowość kulinarna”, a w dwa lata później otrzymał nagrodę „Hermes' 2007” w kategorii „osobowość gastronomii”, zaś w 2009 nagrodą im. Mieczysława Orłowicza za program „Kuchnia z Okrasą”, który emitowany jest na antenie telewizyjnej „Jedynki” w sobotnie południa.
Do prowadzenia programu w TVP został wybrany, po trwającym ponad trzy miesiące castingu, spośród ponad setki kucharzy z całej Polski.
W dorobku zawodowym ma także książkę „Gotuj z Okrasą” zawierającą ponad 100 autorskich przepisów na przekąski, zupy, mięsa, ryby i pasty.
We wstępie do tej książki Karol Okrasa pisze:
„W gotowaniu pociąga mnie to, co reżysera przy realizacji filmu lub też malarza przy pracy nad kolejnym dziełem, tzn. możliwość tworzenia. Dla mnie kuchnia jest sposobem na konwersację z gościem. Rozmawiam z nim poprzez to, co przedstawiam mu na talerzu, a następnie słucham komentarzy”.
Powróćmy jednak na łąkę w „Sądeckim Bartniku”, na której w „studiu pod chmurkami” Karol Okrasa wraz z Januszem Kasztelewiczem udowadniali, że miód przydaje bogactwa smaku wielu potrawom.
Na naszych oczach powstawały polędwiczki macerowane w miodzie pitnym z dodatkiem... siana(!!!), podane z konfiturą zrobioną na bazie miodu wielokwiatowego, z marchewką, jabłkiem i pomidorami.

Na finał programu powstał deser z truskawek gotowanych w syropie sporządzonym na bazie miodu z imbirem, anyżem gwiazdkowym i suszonymi pomidorami, z dodatkiem sporej porcji mocno skarmelizowanego miodu spadziowego...
Nie jest to jednak program wyłącznie o sztuce kulinarnej, miodowych inspiracjach i gotowaniu.
W trakcie przygotowywania potraw będzie można się dowiedzieć m. in. jak powstaje miód, ile może go być w ulu, a także ile lotów musi odbyć robotnica, w czasie swego trwającego zaledwie kilka tygodni życia, by spełnić dany przez naturę nakaz pracy na rzecz królowej-matki i pszczelej społeczności.
W naszym fotoreportażu z planu programu pojawiają się kucyki, bacznie przyglądające się poczynaniom Mistrza (lubiącego wolne chwile spędzać aktywnie w siodle), co zapewne było efektem użycia do jednej z potraw aromatycznego siana.

Byli też bardzo mali widzowie, a zarazem „ciche bohaterki” programu... pszczoły.
Zaglądały do garnków i misek, słoików z miodami i przyprawami, a także przysiadały na gotowych potrawach.
Wbrew obawom ekipy, przede wszystkim operatorów kamer i samego Karola Okrasy, nikt nie został użądlony, co można wyjaśnić dwojako: albo pszczołom najwyraźniej musiało się spodobać wykorzystanie miodu i ostateczny smak potraw (owady te nie lubią, gdy ich praca jest marnowana), albo Janusz Kasztelewicz, gospodarz „Sądeckiego Bartnika”, po raz kolejny udowodnił, że potrafi - jak nikt inny - „dogadywać się” ze swoimi „podopiecznymi”.
Przypomnijmy, że przygoda Karola Okrasy z kuchnią zaczęła się już w domu rodzinnym od podglądania mamy i babci oraz własnoręcznego wykonania... budyniu waniliowego.
To właśnie mama namówiła go, by poszedł do szkoły gastronomicznej, choć zastanawiał się nad wyborem kariery mechanika samochodowego (!!!).
Dla siebie najbardziej lubi przygotowywać potrawy z ryb, zaś dla żony potrawy z makaronami.
Inspirują go dwie kuchnie: tradycyjna polska i śródziemnomorska (głównie włoska).
Choć jest prawdziwym telewizyjnym, kulinarnym showmanem i niekwestionowaną osobowością kulinarną, nie ma w nim czegoś, co zwykło się określać mianem gwiazdorstwa (szczególnie takiego, które ujmuje się w głęboki cudzysłów). Zaskakuje natomiast otwartością, humorem i ogólnie sympatycznym podejściem do otaczających go ludzi.
Będąc uznanym już mistrzem kulinarnym, mając dopiero 29 lat, pilnuje się, by nie popadać w rutynę i precyzyjnie określa swoje plany na przyszłość. Znajduje się pośród nich nauka pod okiem innych szefów i marzenie o posiadaniu własnego gastronomicznego M-3, czyli... restauracji.
Spełnienia tych marzeń i planów życzymy także my, wraz z naszymi Internautami.
Na zakończenie bartniczego spotkania z Karolem Okrasą zapraszamy do wysłuchania rozmowy (MP 3), którą nagraliśmy, gdy na planie programu pozostały juz tylko puste naczynia i talerze.
Tekst: Joanna Piejko-Horwath
Foto i nagranie: Leszek Horwath - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2009. All rights reserved. |