V ŚWIĘTO GOLONKI PODKARPACKIEJ !!!
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Aktualności (ostatni kwartał)
Imprezy
Specjały
    Chronione w UE
    Poznaj Dobrą Żywność
    Małopolska
    Małopolski Festiwal Smaku
    Opolszczyzna
    Festiwal Ślaskie Smaki
    Podkarpacie
    Konkurs dla LGD
Przepisy i receptury
Przyprawy
Zioła
Poradnik Babci Aliny
Gwarzenie przy warzeniu
Wierszowane jodło
Pokochajmy chwasty
Wokół kuchni i stołu
Obyczaje
Rękodzieło
Regiony
Biblioteczka
Na wesoło
Rozmaitości
Do pobrania
Miejsca z... klimatem
Redakcja
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
Potrawy regionalne - najsmakowitszy portal w sieci
KONKURS FOTOGRAFICZNY
LISTA PRODUKTÓW TRADYCYJNYCH
POZNAJ DOBRĄ ŻYWNOŚĆ
PORADNIK BABCI ALINY
KUCHNIA WROCŁAWIA
GASTROMANIAK - INFORMACYJNY PORTAL KUCHARSKI
OGÓLNOPOLSKIE STOWARZYSZENIE SZEFÓW KUCHNI I CUKIERNI
FUNDACJA KLUB SZEFÓW KUCHNI
[PARTNERZY]egory
Instytut Orkana

GOTOWE DANIA I POTRAWY.


* Germuszka (warmuszka, biermuszka)
* Gołąbki z kaszy gryczanej i ziemniaków
* Kartoffelsalat
* Kluski śląskie (biołe kluski)
* Mołcka - potrawa wigilijna
* Pieróg postny ze Starych Kolni
* Placki kartoflane z blachy
* Siemieniotka
* Ścierka opolska
* Śląski żur na maślance
* Śląskie niebo
* Wodzionka
- A A A +
Drukuj Drukuj
 E-mail  E-mail
RSS RSS

GERMUSZKA (WARMUSZKA, BIERMUSZKA).

Zupa z chleba znana w kuchni śląskiej pod nazwami bermuszka” oraz warmuszka”. Jest to potrawa dość gęsta, zawiesista, o konsystencji rozgotowanego chleba, kolorze miąższu chleba, z widocznymi ciemniejszymi kawałkami skórki od chleba, kremowymi nitkami ściętego jajka i brązowymi ziarenkami kminku.
Germuszkę można przygotować szybko i bez dużego nakładu pracy, a do tego jest lekkostrawna i tania.

Znane są też inne zupy chlebowe, „wodzionka ”  i „sznelka” (snelka).
Przygotowuje się je bardzo szybko, gdyż wystarczy zalać pokrojony w kostkę chleb wrzącym wywarem albo rosołem, i doprawić solą, pieprzem i czosnkiem.

Germuszka należy do zup dietetycznych, lekkostrawnych i niedrażniących żołądka.
Robi się ją z rozgotowanego chleba na maśle, czasami przeciera przez sito, zaciąga rozmąconym jajkiem lub żółtkiem, i doprawia kminkiem i solą.
Można ją przyrządzać z dodatkiem suszonych lub świeżych jabłek, śliwek i gruszek, a także gotować na mleku. Podaje się ją dzieciom, kobietom w połogu, osobom starszym i chorym.
Niemiecka nazwa germuszki to „brotsuppe. Można ją przygotować jako danie bardziej wykwintne, przecierając rozgotowany chleb i dodając już na talerzu łyżkę śmietany, trochę wina lub zmienić smak przez dodanie suszonych lub świeżych owoców.

Receptury na zupy na bazie rozgotowanego chleba można znaleźć w starych książkach kucharskich, często z informacją „zupa dla osób chorych”.
Z badań etnograficznych wynika, że jeszcze  w okresie międzywojennym germuszkę podawano codziennie kobietom w połogu lub chorym.
Obyczaj „nowiedzin” czyli odwiedzania kobiety w połogu,  nazywano także „chodzeniem z  biermuszką” - słodką polewką ofiarowywaną położnicy jako coć lepszego i bardziej pożywnego do zjedzenia.

Nazwy:  „germuszka”, „biermuszka” i „warmuszka” są zapisane w kartotece „Słownika gwar śląskich” znajdującej się w Instytucie Śląskim w Opolu. Wszystkie one oznaczają „polewkę z rozgotowanego chleba z dodatkiem masła, kminku lub suszonych owoców”.
Nazw tych używano zamiennie, ale ich słowotwórstwo wskazuje na pochodzenie z języka niemieckiego -  „germuszka” i „warmuszka”  („gar”, „garen” -  warzyć, rozgotowywać; „biermuszka” - „bier” - piwo lub „birne” - gruszka oraz „muß” - kleik, bryjka).

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 5 marca 2007 r.



GOŁĄBKI Z KASZY GRYCZANEJ I ZIEMNIAKóW.

Tradycyjna potrawa z kapusty i kaszy gryczanej, o regularnym kształcie (długości 6-8 cm, średnicy 4-5 cm - w zależności od wielkości liścia kapusty, w który zawinięty jest farsz).
Na zewnątrz gołąbki są jasnozielone i oliwkowe, a w przekroju brązowe. Mają wyraźny smak kapusty i kaszy gryczanej, parzonej cebuli, a zapach skwarek i smażonej cebuli.

Surowce potrzebne do sporządzenia potrawy są dostępne w każdym domu i charakteryzują się obecnością wielu wartościowych składników pokarmowych (np. kasza gryczana jest szczególnie bogata w węglowodany i witaminę B), a gotowa potrawa odznacza się dość dużą kalorycznością.
Potrawa jest przeznaczona do bezpośredniego spożycia na zimno lub na gorąco. Łatwo się ją przechowuje w warunkach domowych; w chłodziarce (do 4 dni) nie traci ani walorów smakowych, ani odżywczych.
Gołąbki z kaszy gryczanej i ziemniaków, już w XIX wieku  szczególnie popularne były w kuchniach śląskiej i kresowej. Poczatkowo podawano je jako głowna potrawe wigilijną, ale z biegiem lat stały się bardzo popularnym daniem obiadowym.
Tradycja przyrządzania, przepis i sposób wykonania tej potrawy, przekazywane są w śląskim domach z pokolenia na pokolenie.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 9 stycznia 2006 r.



KARTOFFELSALAT
(SZAŁOT ŚLĄSKI, SZAŁOT KARTOFLANY
Z BOCZKIEM WĘDZONYM).
 
To lekko kwaśna sałatka z ziemniaków, ogórka, cebuli i skwarek, zwana również „szałotem śląskim”  -  tradycyjna potrawa znana od pokoleń na Śląsku i w Niemczech.
Sałatka podawana jest najczęściej w porcelanowej albo szklanej salaterce, udekorowana marchewką i jajkiem. W jej składzie widać pokrojone w drobną kostkę ziemniaki, marchewkę, ogórki i złociste kawałeczki (stopionego) boczku wędzonego.

Kartoffelsalat (nazywany też szałotem kartoflanym z boczkiem wędzonym), przygotowywany był na wszystkie uroczystości rodzinne: chrzciny, komunie, wesela, pogrzeby, kiermasze i odpusty, a także na Wielkanoc i Boże Narodzenie (np. tradycyjnie podawano go na śniadanie wielkanocne, a w Wigilię zamiast boczku dodawano do niego drobno pokrojone śledzie w oleju).

Można spotkać także zmodyfikowane formy tej sałatki - ogórek kiszony i boczek wędzony zastępowane są  ugotowanym i pokrojonym w kostkę selerem i pietruszką, a całość wzbogacana majonezem i łyżką musztardy.

Elżbieta Łabońska, która zebrała i opracowała śląskie przepisy kulinarne, zarówno te starsze, jak i nowsze, przywołując Wielkanoc pisze: „świąteczną gościnę kończyła obfita kolacja składająca się z potraw pozostałych ze „święconki”, a wzbogacona o szałot kartoflany z boczkiem wędzonym, sałatkę jarzynową z majonezem podawaną do grzanych kiełbas lub ciepłą gotowaną szynkę podawaną do kapusty z grochem”.

W materiałach źródłowych znajduje się także informacja mówiąca iż  w szkole dla panien prowadzonej przy klasztorze w Popielowie uczono młode dziewczęta m. in. szycia i gotowania, w tym także przygotowywania „kartoffelsalat” .

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 28 sierpnia 2006 r.


KLUSKI ŚLĄSKIE (BIOŁE KLUSKI).

To kluski ziemniaczane o  kształcie spłaszczonych kulek, z  widocznym z jednej strony wgłębieniem (dziurką), które robi się palcem. W zależności od upodobań, kulki mają około 5 cm szerokości i 2,5 cm wysokości. Są białokremowe, ale spotykane są tez w kolorze żółtym. (kolor zależny jest od gatunku ziemniaków użytych do ich sporządzenia).
W konsystencji są miękkie, zwarte i lekko śliskie; w smaku delikatne. Najlepsze ze stopionym masłem albo boczkiem lub z dodatkiem sosu mięsnego (znakomite jako dodatek do mięs pieczonych , rolad i kapusty pod różną postacią).

Przepis na kluski śląskie jest pielęgnowany i przekazywany w rodzinach z pokolenia na pokolenie i według niego wiele gospodyń przygotowuje tę potrawę do dziś na niedzielne obiady, przyjęcia weselne, chrzciny, komunie -  na wszystkie ważniejsze uroczystości rodzinne oraz w święta. Trzeba tylko uważać przy gotowaniu żeby nie rozpłynęły się w garnku i robić je dokładnie według wskazówek.
Wesele, na którym brakowało klusek (podawanych - zamiennie z ziemniakami - do trzech rodzajów mięs: kotletów, rolad i drbiu) uważano za... biedne.

W materiałach archiwalnych Instytutu Śląskiego w Opolu czytamy: „ jak przyszły święta lub wesela robiono kluski z dodatkiem gotowanych ziemniaków, jajka i mąki kartoflanej. Takie kluski jednak nie były przygotowywane przez gospodynie, „nie poradziły”, a tylko przez kucharkę.
Kluski z dodatkiem mąki kartoflanej robi się przede wszystkim na wesela; jak nie dostaną mąki kartoflanej to tylko z pszennej, ale takie już nie smakują”.

W tradycyjnych kuchniach poszczególnych regionów Polski spotykamy  wiele rodzajów klusek.
Na Śląsku Opolskim najbardziej popularne są „kluski śląskie” (nazywane też przez niektórych kluskami biołymi, guminowymi, gumionymi, gumiklyjzami lub kartofelmelklezami),  „kluski polskie” (zwane też czornymi kluskami) z ziemniaków gotowanych i tartych na surowo, kluski przitarte” (prziciyrane) -  z tartych surowych ziemniaków i mąki pszennej, kładzione łyżką na gotującą się wodę, „kluski niemieckie” -  z ziemniaków gotowanych i mąki pszennej oraz „pranzunka” - potrawa z gotowanych ziemniaków rozmieszana z paroma łyżkami mąki pszennej lub ziemniaczanej, prażona na ogniu.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 19 stycznia 2007 r.



MOŁCKA - POTRAWA WIGILIJNA.
 
Tradycyjne danie wigilijne, z suszonych owoców, miodu i piernika,  nazywana także (zależnie od lokalnych, śląskich tradycji rodzinnych:  moucka”, „mołcka”  lub ”moczka”.
To słodka, ciekła potrawa, o gęstości budyniu, koloru ciemnobrązowego z odcieniem czekoladowym, wyraźnym smaku suszonych owoców i piernika. Mołckę robi się na Śląsku od pokoleń w różnych odmianach.

Według jednych przepisów są to tylko same owoce suszone, piernik i inne dodatki, a według innych, dodaje się do mołcki pokrojone warzywa takie jak marchewka, pietruszka, seler oraz ziele angielskie i liść laurowy.
 
W „Nowej Kuchni Śląskiej” pod red. Otylii Słomczyńskiej i Stanisławy Sochackiej czytamy: „Do Świąt Bożego Narodzenia gospodynie sposobiły się już z nastaniem adwentu.
Na Św. Mikołaja piekło się pierniki, które jadło się od Bożego Narodzenia przez cały karnawał. Istniał tez zwyczaj zarabiania - na kilka tygodni przed świętami - ciasta na duży piernik. Drugą tradycyjnie gotowaną strawą wigilijną była moczka, zwana też bryją, zupa-przysmak, sporządzona z piernika, piwa oraz bakalii i suszonych owoców”.

 Zofia Szromba, w artykule etnograficznym pt. „Konsumpcja spożywcza... o pożywieniu świątecznym i obrzędowym” pisze:
Najbardziej tradycyjną formę zachował jadłospis wigilii, który winien obejmować dziewięć potraw: „po kąsku ze wszystkiego”, a wśród nich przede wszystkim makówkę, nie spożywaną w inne pory roku. Podobną rolę, jeszcze w drugiej połowie ubiegłego wieku, spełniała potrawa zwana siemieniotką, sporządzana z siemienia lnianego, ubitego w zieleźnioku lub utartego w misce glinianej. Do potraw obowiązujących również w wigilię należy: smażona lub gotowana ryba, a przynajmniej śledź, do którego w dawnych czasach robiło się sos (mockę) z piernika, dalej zupa grochowa, grzybowa, żur lub biermuska, kapusta z fasolą, groch, ziemniaki z maślanką, piecorki, czyli suszone gruszki, kołacze i pierniki”.
Pożywienie świąteczne zasadniczo odbiega od pożywienia codziennego, a nawet niedzielnego. Powody tej odrębności spoczywają nie tylko w sferze przeżyć emocjonalnych, związanych z obrzędami dorocznymi, utrwalającymi się głębiej w pamięci ludności wiejskiej, ale także w dążności do zachowana tradycyjnego jadłospisu, tak różnego od innych dni w roku, z którym łączy się dawne wróżby, wierzenia, a także szczątkowe formy dawnych zabiegów magicznych.
Wigilia Bożego Narodzenia i wieczerza z nią zawiązana jest bardzo silną tradycją, kultywowaną nawet w rodzinach które odeszły od religii, co gwarantuje, że potrawa taka jak mołcka utrzyma się także przez najbliższe pokolenia”.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 25 września 2006 r.



PIERóG POSTNY ZE STARYCH KOLNI.
  
Prosty, ale niezwykle smaczny pieróg postny, przywieziony do Starych Kolni po wojnie przez repatriantów z okolic Tarnopola, uważany był za „strawę dla biedaków”.
Przygotowywany i podawany - przede wszystkim - jako potrawa postna w okresie Wielkiego Postu. Pieczono go w Wielki Czwartek, a spożywano jako danie główne w Wielki Piątek i Wielką Sobotę. W Święta Wielkanocne często zastępował pieczywo na stole wielkanocnym, będąc także  doskonałym dodatkiem do wędlin i sałatek.
Z biegiem lat zaczęto go podawać jako jednodaniowy obiad.

Pieróg ten powstaje z ciasta drożdżowego z farszem i przypomina okrągły torcik, średniej wielkości. Ma kształt spłaszczonego walca o średnicy - około 22 cm, wysokości - do 4 cm.
Po przekrojeniu widoczne są ciemne ziarna kaszy gryczanej w jasnozłocistym farszu ziemniaczanym. Pieróg postny jest miękki, z lekko chrupiącą skórką - można go łatwo rozkroić.
Delikatny smak łączy w sobie zapach chleba, gotowanych ziemniaków i kapusty.
Skórka ciasta drożdżowego na zewnątrz jest koloru ciemnosłomkowego (mniej przypieczona), jasnobrązowa, dobrze wypieczona. Farsz ma kolor jasnozłocisty z ciemniejszymi ziarenkami kaszy gryczanej.
Wzór na wierzchu pieroga zależy od dna foremki, w jakiej go upieczono i jest to rozeta lub motyw kwiatowy.

Jak pisze Krystyna Bockenheim: „Nie jest ważne, kto pierwszy zawinął farsz z kaszy czy kapusty w płat ciasta wynajdując pierogi, Rusinka czy Polka, bowiem przysmak ten zdobył popularność w naszej kuchni na kilkaset lat. Takie właśnie dania naszych plebejskich przodków jak kasze, kapusta groch, racuchy, pierogi czy kluski w okresach wojen lub okupacji pozwalały na przetrwanie, a i teraz są ogromnie lubiane”.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 25 września 2006 r.



PLACKI KARTOFLANE Z BLACHY.
    
Okrągłe, płaskie placki z ziemniaków (kartofli), pieczone na blasze kuchennej. W smaku zdecydowanie różnią się od tych smażonych na patelni w tłuszczu. Są łagodniejsze, bardziej suche, z charakterystycznym posmakiem przypalenia na blasze, o konsystencji zwięzłej i miękkiej. Mają szarą barwę, ze złotobrązowym odcieniem i  robione są w różnej wielkości(średnica: 6-10 cm, grubość: 0,5-1 cm).

Placki kartoflane wykonywano od niepamiętnych czasów, a sposób pieczenia przekazywano z pokolenia na pokolenie.
Robiono je w ciągu tygodnia w okresie jesiennym i zimowym, kiedy kartofli było pod dostatkiem. Często przygotowywano mus jabłkowy z przydomowych sadów jako dodatek do tej potrawy..
Podobno placki te robiono nawet w kamienicach miejskich (m.in. w Chorzowie), ponieważ powszechne wtedy piece kuchenne posiadały płyty, na których bezpośrednio pieczono wiele różnych placków.
Wera Sztabowa, w książce „Krupnioki i moczka, czyli gawędy o jedzeniu”, pisze”
„W XIX wieku Polska przeszła do grupy państw ziemniaczanych. Okazało się, że nowe warzywo jest łatwe, tanie w uprawie i odpowiednie do jedzenia dla ludzi i zwierząt. 
W dawnych czasach ziemniaki były na Śląsku w wielkim poważaniu. Nic dziwnego - stanowiły - obok mącznych placków i chleba - podstawę wyżywienia. Stąd też w kuchni śląskiej sporo przepisów ziemniaczanych”
.
W „Studiach i materiałach do historii kultury wsi śląskiej w XIX i XX wieku” autorstwa Stanisława Bronisza czytamy: „Ziemniaki zwane tu najczęściej jeszcze po dawnemu knule albo knury (po niemiecku kartoffeln) są od dłuższego czasu jedną z najintensywniej uprawianych roślin we wsi”.
Zofia Szromba pisze w tekście „Konsumpcja spożywcza, Stare i Nowe Siołkowice”: „Powszechne było dawniej również pieczenie placków z ziemniaków, względnie z krupicy, tj. grubo zmielonej mąki żytniej, pszennej, a według tradycji nawet owsianej. Pieczono je wprost na blasze pieca” .

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 25 września 2006 r.


SIEMIENIOTKA.


 Potrawę zwaną „siemioniotką” powstaje z siemienia lnianego ubitego w zieleźnioku lub utartego w misce glinianej. Ma płynną konsystencję, aksamitny, słodko-słony smak i lekko mleczny posmak. Kolor potrawy szary z widocznymi ciemnymi punktami, będącymi pozostałością zmielonego siemienia konopnego

W drugiej połowie ubiegłego wieku, siemieniotka spełniała rolę jednego z dań wigilijnych.
Do chwili obecnej potrawa ta jest opisywana w literaturze jako regionalna, np. w „Śląskiej kucharce doskonałej”.
Także dzisiaj w śląskich domach siemieniotka jest podawana podczas wieczerzy wigilijnej, a przepis na tę potrawę jest przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Sposób wykonania tej zupy opisuje Wera Sztabowa w książce „Krupnioki i moczka, czyli o kuchni śląskiej”:
„Dawniej warzenie tej świątecznej polewki było pracą mozolną. Już w przeddzień Wigilii żarna od rana w ruchu, bo każda gospodyni musiała sobie namleć kaszy jaglanej na mąkę, która koniecznie potrzebna była do przyrządzania siemieniotki. A przygotowywano ją w następujący sposób: najpierw gotowano w osolonej i ocukrzonej wodzie ziarna konopi tak długo, aż popękały. Wodę z gotowania odlewano do osobnego naczynia, a konopie tłuczono w żelaznym albo kamiennym garnku tłuczkiem na miazgę. Potem zalewano konopie wrzącą wodą, dokładnie płukano, aż woda stawała się biała i zalewano przez sito do naczynia, w którym zbierano wywar z konopi. Przecieranie powtarzano nieraz pięciokrotnie, aż z konopi pozostawały same kluseczki, a w naczyniu zebrało się wystarczająco konopnej polewki. Stawiano ją na piecu, zasypywano drobno zmieloną kaszą jaglaną i gotowano chwilę. Dla podniesienia smaku dodawano do niej przed podaniem na stół soli i cukru.  Zupę nakładano na głębokie talerze. I w taki sposób na jednym talerzu spotykały się ziarna prosa, tatarki i konopi, według dawnych wierzeń mających siłę magiczną i wróżących powodzenie”.

Surowców i potraw świątecznych dotyczyły niekiedy różnorodne wierzenia i opowieści, jak choćby cytowana przez Mariana Grzegorza Gerlicha, we wstępie do książki Elżbiety Łabońskiej „Śląska kucharka doskonała:
Było to tak, że jak się Pan Jezus urodził, to w Betlejem razem się spotkali Żydzi i poganie, co tam mieszkali. Spotkali się i trzeba było potem coś zjeść, bo już zgłodnieli, jak mówili o tym narodzeniu, i się też zastanawiali, co z tego będzie. To wtedy ugotowali „siemieniotkę” po raz pierwszy. Konopie, co były potrzebne przynieśli Żydzi. No a krupy, to przynieśli ci poganie, i to przez to nazywają się „pogańskie”. To przy siemieniotce była ta ich wieczerza. To na pamiątka tego, że była w dniu Bożego Narodzenia, teraz się jom też je na wilija”.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 14 maja 2007 r.



ŚCIERKA OPOLSKA.

Gęsta, zawiesista zupa w kolorze jasnokremowym, z widocznymi żółtymi drobnymi grudkami mączno-jajecznymi, i kuleczkami startego do niej ciasta.
Można ją podawać w miseczkach jako drugie danie, ze względu na konsystencję, przypominającą nieco ryż na gęsto z wyraźnie wyczuwalnymi grudkami mączno - jajecznymi.

Ma smak słodko-słonawy, a zapach charakterystyczny dla zupy mlecznej z domowym makaronem. Ponieważ podaje się ją z kawałeczkiem świeżego masła, podczas jedzenia wyczuwa się specyficzny dla niego aromat. Jest zupą pożywną i lekkostrawną.

Ścierka należy do potraw typowych dla przełomu XIX/XX oraz początku XX wieku.
Nazwa potrawy pochodzi od czynności ścierania rękami jajka z mąką, do uzyskania ciasta zbliżonego konsystencją do sproszkowanych posypek lub - jeżeli ciasto jest twarde - ścierania go na tarce bezpośrednio do mleka
W biedniejszych rodzinach gotowano ją nawet na wodzie. Najczęściej jednak brano do niej mleko krowie lub kozie pół na pół z wodą albo samo mleko.
Zupa ta była szczególnie lubiana przez dzieci, ludzi starszych, chorych i matki po porodzie, lecz nie zawsze zaspakajała apetyt mężczyzn. Do dziś znane jest powiedzenie: „Ze żuru chłop z muru, ze ścierki chłop cieńki”.

Ścierka (nazywana też przez niektórych zacierką, zaścierką, ścieraną, a także sulą, sziulą), czyli zupa z drobnych klusek gotowanych na mleku albo na wodzie, była i jest na Śląsku potrawą bardzo popularną, o czym świadczą pochodzące z lat 60. XX wieku materiały archiwalne dotyczące pożywienia ludności miejscowej i napływowej na Śląsku Opolskim oraz kartoteka „Słownika gwar śląskich”, znajdująca się w Instytucie Śląskim w Opolu, a także poświadczenia tej potrawy w starszych i nowszych książkach kucharskich literatury.
O ściereczce w mięśnym rosole pisze też Józef Lompa w „Złotej rodzinnej książce” z 1852.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 7 lutego 2007 r.



ŚLĄSKI ŻUR NA MAŚLANCE.

Zupa w  kolorze szarym, o kwaśnym smaku i wyraźnej grzybowej nucie.
Dawniej żur był bardzo popularny na Śląsku. W książce Marka Szołtyska „Kuchnia śląska” czytamy: „Nazwa żur pochodzi od niemieckiego przymiotnika sauer, co znaczy kwaśny, ukiszony, zakwaszony. Określenie to przyjęło się na całych ziemiach polskich ok. XV wieku. Słowem żur określano wtedy potrawy z zakwaszonej mąki”.

W jednej z dawnych ksiąg kulinarnych czytamy na ten temat: „lubią Polacy kwaśne potrawy, ich krajowi poniekąd właściwe i zdrowiu ich potrzebne”.
Natomiast z opisu wojen z XVI wieku dowiadujemy się: „Zgłodniałych oblężeńców pod nieprzyjacielem, naszym żurem, a ruskim kisielem obżywił”.

W okresach niedostatku na Śląsku jadło się żur dwa lub trzy razy dziennie. Był nawet w domu specjalny garnek zwany żurokiem, w którym zawsze kisił się żur.

Zofia Szromba w książce pt. „Pożywienie ludności wiejskiej na Śląsku” pisze:
„żur - polewka z żytniej mąki zmielonej na żarnach na tzw. szrutkę i zakiszonej w kamiennych garnkach przez zalanie jej ciepłą wodą z czosnkiem i dodatkiem zaczynu na chleb (tzw. nociastka) lub uprzednio zakiszonego żuru; żur pozostawiony przez noc na ciepłej blasze pieca na drugi dzień wlewa się do gotowanej wędzonki, żeberek, kiełbasy lub tylko wody z tłuszczem i podbija mlekiem lub śmietaną; spożywa się z ziemniakami.

Żur był kulinarnym symbolem postu.  Nadchodząca Wielkanoc,  koniec okresu umartwiania ciała, witano w wielu polskich regionach swoistymi pożegnaniami tej zupy. Na Opolszczyźnie i Śląsku było to „palenie żuru”, które z czasem zmieniło się w obyczaj „palenia Judasza”.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 14 maja 2007 r.



ŚLĄSKIE NIEBO.

Inaczej „śląski raj”, „śląski przysmak” (niem. Schlesisches Himmelreich), to bardzo popularna śląska potrawa regionalna. Jest to wędzone mięso w kształcie owalnym lub okrągłym w towarzystwie klusek albo bucht, podawane z sosem z suszonych owoców.
Potrawa ma  charakterystyczny smak słodkiego sosu na suszonych śliwkach i wędzonki. Bardzo ciekawe jest zestawienie ciemnego sosu, czerwonego mięsa, jasnych bułek i gruszki.

Marie-Kuise Neumann w „Najlepszych śląskich przepisach kulinarnych” pisze:
Świniobicie należy do najważniejszych wiejskich świąt, gdyż obiecuje radosną zabawę i tęgie obżarstwo, doprawione kminkówką i żytniówką. W uboższych domach natomiast jako pieczeń podawano samodzielnie hodowane króliki, gdyż w takim dniu nie mogło brakować mięsa. Ale czym byłoby to wszystko bez sosów? Ślązak dodaje je do ziemniaków i klusek, a ich smak dobrze pasuje do mięsa lub ryby (…) Często opiewane, często gotowane i ponad wszelką miarę lubiane: to jest śląskie niebo! Każdy Ślązak zna tę potrawę, która składa się z suszonych owoców, mięsa i klusek.

Wera Sztabowa w „Krupniokach i moczce, czyli gawędach o kuchni śląskiej” pisze:
Trzeba napełnić spiżarnie wszelakim dobrem - kiszkami, krupniokami, jelitami, salcesonem, golonkami, wędzonymi żeberkami, kiełbasami, soloną słoniną, a przede wszystkim „kitką”, czyli wędzoną szynką, od której będzie się odrzynało po kawałeczku, żeby starczyło do następnego świniobicia.
Potrawa ta powstała w wyniku gotowania i odpowiedniego przyprawienia uwędzonego mięsa. Namoczone, następnie ugotowane i przyprawione, z sosem z suszonych owoców i kluskami było daniem urozmaicającym codzienną kuchnię.
Świątecznych dni w roku było bowiem niewiele, natomiast dni zwykłych o wiele więcej. Co wtedy gotować? Nad tym łamią sobie głowy gospodynie nie od dziś. Czas przypomnieć kilka prostych dań obiadowych, typowo śląskich. Oprócz podrobów jadało się na Śląsku w zwykły dzień także inne mięsa, lecz już nie w takiej ilości jak w dni świąteczne. Przeważnie w połączeniu z jarzynami lub suszonymi owocami. Sam proces wędzenia mięsa był znany od wieków, zwłaszcza w dobie braku lodówek i zamrażarek.

 
Etnograf Zofia Szromba w artykule Konsumpcja spożywcza pisze:
...pierwy nie robiyli tela wusztu, robili yno krupniouki, a miynso wańdzili, coby mieli warzić bez cało zima. Mięso w kawałkach 1-2 kg wędzi się w ciągu 2-3 dni. Do wędzenia używa się drzewa olchowego, które ma być najodpowiedniejsze: drzewa iglaste maja nadawać wyrobom smak gorzki.
Zapasy z mięsa wieprzowego (pieczone, wędzone lub surowe, ale nie gotowane) robione w miesiącach zimowych (aż do kwietnia) mogą być przechowywane nawet do trzech lat).

Mięso dawniej wędziło się i przetrzymywało bezpośrednio na strychach lub na strychach w drewnianych szafkach na mięso zwanych spyrnikami lub śrankami. Mięso to było tak dobrze wędzone, że nie ruszały go nawet muchy.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 14 maja 2007 r.



WODZIONKA.

 
 
 
 
 

Bardzo smaczna zupa z czerstwego chleba, tłuszczu i wody (nazywana też w niektórych częściach tego regionu snelką sznelką, tj. szybką zupą (z niemieckiego: schnell - szybko, prędko) albo - po prostu - zupą z chleba.
Jest tania, pożywna i lekkostrawna, nie wymagająca dużego nakładu pracy.
Kolor tej niezwykle prostej, gęstej, zawiesistej i pożywnej  zupy zależy od gatunku użytego do niej chleba. Na ogół, ma barwę szarą, z dobrze widocznymi rozmiękczonymi kawałkami chleba, oczkami tłuszczu oraz skwarkami.
Jako okrasy do niej, używa się masła lub skwarek ze świeżo stopionej słoniny (dawniej także łoju).
Pachnie czosnkiem, pieprzem i przyprawą maggi (jeżeli ktoś dodaje ją do potrawy). Podczas spożywania wyczuwa się wyraźnie smak chleba, czosnku, soli i pieprzu.

 
 
 
Codzienne posiłki ludności Śląska Opolskiego były całkowicie odmienne od tego, co dziś jest spożywane.
Dawniej podstawą śniadania były zupy - w zależności od zamożności rodziny podawane z omastą lub bez niej.
Sędziwi mieszkańcy Śląska, zarówno na Podbeskidziu, Opolszczyźnie, jak i w okolicach Katowic, zwłaszcza z regionów wiejskich, do dziś jedzą wiele z tych prostych potraw.
Wodzionka, w XIX i na początku XX wieku, była wręcz synonimem śląskiej biedy, bo nieraz bywała jedynym daniem śniadaniowym, a czasem i całodziennym pożywieniem.
Spotykamy tez informacje mówiące,  że dawniej matka nowonarodzonego dziecka, w ciągu sześciu tygodni po jego urodzeniu, musiała spożyć 99 wodzionek. Takie było wówczas zalecenie doświadczonych matek, wywodzące się z ich wierzeń.

Kiedy któreś z dzieci chorowało na anginę, dodawano do zupy zamiast chleba bułkę, dzięki czemu była ona delikatniejsza i łatwiejsza w przełykaniu.
Zupy z chleba cieszyły się na Śląsku bardzo dużą popularnością, zwłaszcza dawniej (tj. w XIX i na początku XX wieku), kiedy ludzie byli bardzo biedni i wykorzystywali wszystkie resztki starego chleba. Przyrządzano je na różne sposoby i różnie nazywano. Znana była więc wodzionka // wodzianka (nazywana też snelką albo sznelką), germuszka (nazywana warmuszką albo bermuszką), czy wreszcie zupa z chleba lub zupa chlebowa. Częściej gotowano je w okresie późnej jesieni i zimy, kiedy krowy dawały mniej mleka. Jako tłuszczu do jej okraszenia używano łoju wołowego lub sadła, masła i świeżo stopionej słoniny. Niektórzy dodawali do niej jeszcze śmietany.

Zofia Szromba-Rysowa w książce pt. „Pożywienie ludności wiejskiej na Śląsku” pisze:
Z innych polewek na uwagę zasługuje polewka, najczęściej postna, przyrządzana z suchego chleba i czosnku, zwana wodzianką, a w okręgu górniczym określana nadto jako kura górnicza (…). Dodać należy, iż inwencja kulinarna ludności wiejskiej szła w kierunku łączenia mało urozmaiconych produktów oraz w nadawaniu potrawom często określeń ironicznych, jak na przykład chuda Jewa, czy wspomniana wyżej kura górnicza i kurzina, o której mówi się: „kura uciekła a została kurzina”.
W starej książce kucharskiej pt.„ Kuchnia wzorowa” ( z początku XX wieku) znaleźć można dwa przepisy na zupy, której bazę stanowi pieczywo. Jest to zupa z chleba i zupa z pszennej bułki.

Na „Liście Produktów Tradycyjnych” od 6 lutego 2007 r.


Opracowanie - jph
na podstawie „Listy Produktów Tradycyjnych”
Foto: archiwum Urzędu Marszałkowskiego
Województwa Opolskiego
 
Wróć ...
LODY MELBA - SMAK DZIECIŃTWA
TRADYCYJNE PRODYKTU - NOWOCESZNA KUCHNIA POLSKA
KRAKOWSKIE ŚWIĘTO CHLEBA
FESTIWAL ŚLĄSKIE SMAKI
TAPETY Z KALENDARZEM - 2012.
BABCIA ALINA NA FACEBOOKU
NASZ PROFIL NA fACEBOOK'U - ZAPRASZAMY