Michael Sendivogius, znany także jako Nobilis Polonus, Sarmata Anonymus, Heliocenthaurus Borealis czyli... Michał Sędziwój - alchemik, medyk, filozof i dyplomata, a nawet niedoszły teolog - szlachcic z dziada pradziada, urodzony w 1556 r. w podsądeckiej Łukowicy, powszechnie znany w całej Europie doby Odrodzenia, a po Mikołaju Koperniku najsłynniejszy ówcześnie Polak.
To za jego sprawą możesz niespodziewanie wzbogacić się podczas nocnego spaceru po nowosądeckim rynku, tudzież odchodzących z niego uliczkach i żyć do końca dni swoich w dostatku i nieprzyzwoitym wręcz bogactwie.
Alchemia wykładana w ramach studiów medycznych była niewątpliwie poprzedniczką współczesnej nam chemii i farmacji. Nie jest prawdą, że zajmowała się wyłącznie tropieniem „kamienia filozoficznego” - substancji mogącej zamienić dowolny metal w srebro i złoto najwyższej próby.
Głodny wiedzy Sędziwój wędrował po całej ówczesnej Europie. Odwiedzając jej wszystkie ówczesne kraje pobierał także nauki na ważniejszych uczelniach i uniwersytetach. W 1603 r. dotarł do Drezna, gdzie z więziennych kazamatów wykrada niejakiego Setona (alchemika szkockiego pochodzenia) porywanego i dręczonego okrutnymi torturami przez ludzi elektora saskiego chcących wydobyć zeń tajemnicę „kamienia filozoficznego”. Z Setonem ucieka do Krakowa zabierając ze skrytki nieco ponad uncję (około 28 gramów) tynktury - tajemniczego proszku, z pomocą którego Seton dokonywał transmutacji czyli przemiany metali nieszlachetnych w złoto.
Wkrótce po przybyciu do Krakowa szkocki alchemik umiera, a Sędziwój - dzięki dawnemu znajomemu - Mikołajowi Wolskiemu - dostaje się na dwór królewski Zygmunta III i rozpoczyna wręcz oszałamiającą dworską karierę. W przytomności samego króla i kilku jego dworzan transmutuje zwykły żelazny gwóźdź w szczerozłoty. Dwa i pół wieku później moment ten (miedzy nami mówiąc - najzwyczajniejsze szalbierstwo) uwiecznił na płótnie Jan Matejko.
Doświadczeniami alchemicznymi „zaraził” Sędziwój samego króla Zygmunta III. Wspólnie, w odosobnieniu i wielkiej tajemnicy destylowali różne ciecze i eksperymentowali gotując i mieszając rtęć z antymonem. Jedno z krakowskich podań mówi, że „efekty” owego „eksperymentowania” widoczne są do dzisiaj, gdy wawelska „Kurza Stopka”, w której pracownię miał mieć Sędziwój, połyskuje o wschodzie Słońca złotem wtopionym podczas pożaru w jej ściany i podnóże.
Oglądania transmutacji doświadczył również na własne oczy cesarz Rudolf II w Pradze. Był tak zachwycony, że w ścianę sali, w której swe „cudowną przemianę” prezentował Sędziwój nakazał wmurowanie pamiątkowej, marmurowej tablicy o treści „Faciat hoc quisquam alius, quod fecit Sendigovius Polonus!” („Niechaj zrobi to ktokolwiek inny, co zrobił Sędziwój Polak”).
Zostawmy jednak na boku sędziwojowe szalbierstwa. Wszak nie ulega wątpliwości, że był autorem wielu alchemicznych rozpraw, a praca „Novum lumen chymicum” („Nowe światło chemiczne” ) - prezentująca metody otrzymywania kwasów, metali i soli oraz sposoby oczyszczania związków i ich rozpoznawania - była w owym czasie najlepszym i najbardziej poszukiwanym podręcznikiem, doczekała się aż 30 wydań i została przetłumaczona na: niemiecki, czeski, francuski, włoski, angielski i rosyjski. Rozprawy alchemiczne, jeszcze w XVIII i XIX wieku, wydawane były w Europie kilkadziesiąt razy. Badacze życia Sędziwoja sądzą, że około 1598 r. udało mu się otrzymać (jako pierwszemu) tlen, gdy poddał rozkładowi, pod wpływem wysokiej temperatury, saletrę potasową. Napisał wówczas, że odkrył „ducha świata”, koniecznego dla podtrzymania ognia, który umożliwia życie ludziom i zwierzętom oraz „ukryty w powietrzu pokarm życia” (...) „lotną, niewidzialną saletrę filozofów”.
W sumie, pozostawił po sobie 10 ksiąg, które wzbudziły największe zainteresowanie w Anglii (ich kolekcję zgromadził Isaac Newton), a John Mayow - jeden z prekursorów nowoczesnej chemii - traktował je jako inspirację do nowych doświadczeń.

Pierwszy polski chemik zmarł na obczyźnie, w czeskim Ołomuńcu, w 1636 r. Na początku XVII w. mecenasi przestali wspierać nawiedzonych alchemików-szalbierców. Opuszczony przez możnych tego świata, wyemigrował Sędziwój do Niemiec i Austrii. Tam właśnie, za jego sprawą, odkryto złoża rud metali, co zaowocowało budową nowych kopalń. W uznaniu tych zasług cesarz Ferdynand II nagrodził Sędziwoja miasteczkiem śląskim o nazwie Krawarz oraz domem w Ołomuńcu.
Taka jest oto - w największym skrócie - historia „ojca polskiej chemii” i... rozrzutnego ducha błądzącego po nowosądeckim rynku w sylwestrową noc, gdy wszyscy bawią się w najlepsze. Może dlatego, że bawią się tak zapamiętale i nie rozglądają wokół, dawno nikt nie słyszał o nagłym wzbogaceniu się sędziwojowego rodaka.
Może więc warto wybrać się do Nowego Sącza i poszukać ducha w profesorskiej todze?
Leszek Horwath - potrawyregionalne.pl
Foto: archiwum
© JM Media 2008. All rights reserved.
|