Młodzi kochali się bardzo, ale niebezpieczeństwo groziło nie tylko Zuzi, lecz całemu miastu, wszystkim pięknym rzeszowiankom. Dlatego Łukaszek chwyciwszy za szablę, popędził bronić Rzeszowa przed Tatarami. Zuzia zaś ukryła się w lochach pod rzeszowskim Rynkiem.
Bitwa była potworna. Mnóstwo wojaków i mieszczan życie w niej postradało. Zuzia słysząc nad głową tętent końskich kopyt, w coraz to głębszych piwnicach przed barbarzyńcami się kryła. Dzicz tatarska nie oszczędziła miasta. Co się dało Tatarzy rozkradli, a wychodząc z miasta ogień podłożyli. Płonęły jak smolne szczapy domy na rzeszowskim Rynku. Wśród nich ten, w piwnicach którego ukrywała się Zuzia. Spłonął doszczętnie i zawalił się.
Tymczasem bitwa z ulic miasta przeniosła się na podmiejskie błonia. Dzielni obrońcy Rzeszowa odpychali wroga coraz to dalej od bram miasta, aż w końcu precz przegnali. Łukaszek wrócił na spalony rzeszowski Rynek i jął szukać swej ukochanej. Tam gdzie się rozstali, nie było dziewczyny. Sąsiednią kamienicę ogień w niwecz obrócił, a część pogorzeliska zapadła się pod ziemię. Wołał zrozpaczony Łukaszek swą narzeczoną i nawoływał, ale za odpowiedź echo jego lamentów jeno było. Oczami wyobraźni widział Łukaszek Zuzię w tureckim jasyrze. Nie namyślając się wiele, ruszył młodzieniec ku tatarskiej krainie, szukać tam swojej umiłowanej.

A Zuzia? Zginęło biedactwo pod palącymi się szczątkami domu, który zapadł się pod powierzchnię Rynku. Gdy tworzono w Rzeszowie podziemną trasę turystyczną - natrafiono na szkielet Zuzi. Teraz już wiadomo, że to nie wiatr i ogołocone z liści gałęzie drzew świszczą w zimne, wietrzne noce coś co przypominało swym brzmieniem płaczliwe wołanie: „Łukaszku! Łukaszku!” To duch Zuzi błąka się po rzeszowskim Rynku, wychyla z balkonów Ratusza, to znowu staje na wieży kościoła farnego i na wszystkie strony świata przywołuje i zewsząd wypatruje swego ukochanego.
Tekst i foto: Stanisław Gazda
potrawyregionalne.pl - Bydgoszcz
© JM Media 2008. All rights reserved. |