Pewnego dnia, gdy wyczerpano wszystkie sposoby walki z epidemią, jeden z gdańskich uczonych przypomniał sobie o egzorcyście, astrologu - doktorze Damiano. Dawno temu udało mu się zwalczyć chorobę w jego rodzinnym mieście, Wenecji. Natychmiast przygotowano do drogi żaglowiec i polecono kapitanowi sprowadzić sławnego lekarza. Po kilku dniach załoga wraz z wybawcą przypłynęła do Gdańska. Ten, nie zważając na zmęczenie, od razu przystąpił do obmyślania walki z czarną zarazą. Gdy przeprowadził wszystkie niezbędne badania, stwierdził, że winowajcą jest…diabeł, który przybył do ich miasta ściągając ze sobą dżumę. Ludzie czekali na reakcje egzorcysty. Ten jednak ku wielkiemu zdziwieniu radnych kazał się zaprowadzić na wysoką wieżę Kościoła Mariackiego.
Gdy dotarli na miejsce, gdzie wisiało siedem dzwonów - Damino dał znak, by lekko uderzono sercem każdego z nich. Chciał w ten sposób dokładnie poznać, jakie dźwięki wydają. Po dłuższym namyśle oświadczył, że jedynym ratunkiem dla miasta jest modlitwa dzwonów. Uderzane odpowiednio, wedle określonego porządku, mogą raz na zawsze wygnać złego ducha. Oprócz siedmiu wielkich dzwonów, potrzebny jest jeszcze jeden mały dzwoneczek, wydający taki dźwięk, jaki rozlega się na dachu kościoła Świętego Jana. Musi go jednak zdobyć osoba całkiem niewinna, nie znająca grzechu.
 Wybrano siedmioletniego Chrystiana. Miał się wdrapać na wieżyczkę świętojańską, zdjąć z sygnaturki dzwonek, przynieść go do Kościoła Mariackiego i udać się z nim na najwyższą wieżę, by o określonej porze rozkołysać go, tworząc w ten sposób melodię wielkich dzwonów. Tak też uczynił. Kończąc wspinaczkę po krętych schodach kościoła, ujrzał postać mężczyzny o ostrych rysach twarzy z czarną bródką i wąsami. Chłopiec wiedział, że ma do czynienia z diabłem, który za wszelką cenę chciał odebrać mu dzwonek. Jednak bezskutecznie. Dzwony mariackie zaczęły bić. Wycieńczony ze strachu i zmęczenia chłopiec ujął mocno swój niewielki dzwoneczek i wprawił go w ruch, dołączając w ten sposób do modlitwy wielkich dzwonów mariackich.
Jeszcze melodia nie ucichła a niebo nad Gdańskiem pokryły gęste chmury i rozpętała się burza. Jedna z błyskawic trafiła w mariacką wieżę, na szczycie, której znajdowała się tabliczka z napisem " Boże broń nas od zguby", pozostawiając na niej trwały ślad. Po jakimś czasie burza ustała, zrobiło się jasno jak w dzień, powietrze oczyściło się z całego brudu. Chorzy, wśród nich mama dzielnego chłopca, zostali uzdrowieni.
Jeden tylko człowiek nie mógł już oglądać szczęścia gdańszczan. Był to stary wenecjanin Damiano, który nie przeżył walki ze swoim odwiecznym wrogiem.
Tekst i zdjęcia: Stanisław Gazda
potrawyregionalne.pl - Bydgoszcz
Współpraca: Marta Widzicka („Wrota Pomorza”)
© JM Media 2008. All rights reserved. |