Wkrótce powitał kapelana w komnacie przyjęć. Archiprezbiter odpowiedział ukłonem, a następnie, podnosząc w górę majestatycznie prawą rękę oznajmił, iż błogosławieństwo papieskie z Rzymu przynosi. Książę, wyprostował się i ekscelencję na wieczerzę zaprosił.
Obaj przeszli do komnaty biesiadnej, gdzie gości było już sporo, bowiem w ten czas rojno i gwarno bywało na świdnickim zamku. Książę Bernard, a także jego żona, księżna Kunegunda, córka polskiego króla Władysława Łokietka, mile wszystkich witali. Po wieczerzy kapelan i książęca para zasiedli przy kominku, by posłuchać opowieści o Rzymie i Italii. Później gość mówił o swoim kościele w Rimini, o jego dzwonach, rzeźbach i relikwiach świętych w nim złożonych, a także o największej ozdobie świątyni, obrazie Najświętszej Marii Panny, malowanym na desce, a przywiezionym z Bizancjum przez rycerzy krzyżowych, którzy zamiast uwolnić Jerozolimę z rąk pogan, obrabowali liczne miasta.
„Matko Przenajświętsza!” - wyrwało się księżnej na te wieści o bezeceństwach i herezyjach przez krzyżowców czynionych. Wtedy kapelan zwrócił uwagę na białogłowę. Chwilę wpatrywał się w twarz Kunegundy, a potem chwycił świecę i przybliżył ku niej. Kapelan twarz miał poważną i surową.
Wydało mu się bowiem, że Księżna jest do Madonny podobna... zaś Jezus, którego Matuchna Przenajświętsza tuli do swej piersi, to wizerunek syna Księżnej - Bolka...
Skojarzenie takowe wielkie wywołało zdumienie, a na dowód, że nie było bezpodstawne archiprezbiter pokazał mały obrazek. Podał go księciu na wyciągniętej dłoni. Ten ujął go ostrożnie w palce i przysunął nieco świecę. Zobaczył Maryję z Dzieciątkiem, trzymanym na prawym przedramieniu. Była ubrana w ciemną suknię, lamowaną pod szyją złotą tasiemką. Głowę i ramiona okrywała także ciemna, głęboko fałdowana chusta. Oczy spoglądały gdzieś poza lewe ramię, nienaturalnie długa dłoń przyciśnięta była do lewej piersi. Rysy twarzy, które utrwalił artysta, podobne były do oblicza księżnej Kunegundy.
Dalibóg prawdę mówił kapelan papieski. Maryja jako żona księcia była a Dziecię jej jako żywo syna jego Bolka przypominał! Jakim cudem ich podobizny znajdują się w Rimini? Kapelan bezradnie rozłożył ręce. Nie potrafił odpowiedzieć, ponieważ niewiele o pochodzeniu tego obrazu wiedział. Prawdopodobnie podarowała go kościołowi rodzina szlachetnego i bogatego rycerza Tankretto.
Czy można wierzyć opowieści jednego z mnichów, którego dziad był na służbie u Benita Tankretto? Był on ubogim rycerzem, gdy wyruszał na wyprawę krzyżową. Jednak nie dotarła ona do Jerozolimy, a tylko do Bizancjum. Rycerze ograbili je i powrócili do domów bogaci. Wtedy to Benitto przywiózł ową Madonnę z Dzieciątkiem do Rimini. Ponoć zabrał ją z jakiejś świątyni, gdzie wielkiej czci od wiernych doznawała, bo cudami słynęła... Nie byle kto ten obraz namalował, jeno sam święty Łukasz Ewangelista. Natchniony tak widział Matkę Bożą w otoczeniu aniołów.
Księżna nic nie mówiła. Siedziała milcząca, z zamyśloną twarzą, spoglądając na mały obrazek w swej dłoni. Była kobietą niegdyś piękną, dziś pozostała jej tylko majestatyczna postawa. Sposób mówienia i obejścia nacechowane były powagą i godnością, dostosowaną. A w książęcej głowie jedno pragnienie się tłukło - by ów święty obraz kupić - nawet za każdą cenę, czy to w złocie, czy w srebrze, byleby tylko mieć ten obraz w ołtarzu w jego świdnickiej kaplicy. Gdy myśl takowa jasno przedstawiona archiprezbiterowi została, ten zdawał się nie słyszeć słów księcia, jeno ramionami wzruszył.
Książę spacerował po komnacie wzburzony, długo przekonując kapelana, który wreszcie zgodził się na wykonanie wiernej kopii obrazu Madonny z Dzieciątkiem. Miał ją księciu przesłać przez specjalnego posłańca. Nazajutrz rano wyjechał do cystersów w Ciepłowodach, by spisać beneficja papieskie, a książę udał się do Bolkowa w celu obejrzenia postępu prac budowlanych przy rozbudowywanym grodzie.
Po kilku dniach powrócił do Świdnicy. Zasiadł w ogromnej bibliotece, gdzie najlepiej wypoczywał pośród rzędów długich półek uginających się pod ciężarem dzieł, głównie kronikarzy klasztornych, Wtedy przypomniał sobie rozmowę z papieskim kapelanem.
Jego rozmyślania przerwał zaufany sługa Spytek, który o jakowymś cudzie w krzeszoborskim klasztorze w podnieceniu wielkim prawić zaczął. Ponoć jakiś obraz pojawił się w kościele...
Rozkazał więc książę Spytkowi jechać czym prędzej do Krzeszowa i o owym cudzie dowiedzieć się czegoś więcej.
Spytek jeszcze tego samego dnia powrócił w towarzystwie opata Michała z konwentu cystersów. Po chwili obaj stanęli przed księciem.
I dawaj że jeden przez drugiego wykrzykiwać, że podobno anioły przyniosły obraz z niebios...obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku. A aniołów widział tylko brat Albert, gdy ze snu ocknął się podczas modlitwy nocnej w kościele. Było ich trzech. W złocistą tkaninę obwinięty obraz na ołtarzu głównym położyły.
Książę patrzył na opata z powątpiewaniem, lecz jego twarz malowała się powagą, a w słowach nie było niepewności i wahania, choć dźwięczała nuta niezrozumienia tego co się stało. Potem anioły rozwinęły tkaninę, obraz oparły o tabernakulum, by widocznym był dla oglądających i odleciały. I wcale to nie był sen brata Alberta przekonywał księcia opat - bo ten podówczas nie spał, słyszał bowiem anielski śpiew i słowa pieśni zapamiętał: Kto chce wiedzieć o obrazie, A Maryi w każdym razie: Maryja w Rimini znana, Nowo ukoronowana Syna swego ubłagała, Z wami na Śląsku być chciała, Wieczną rzeką przypłynęła, Aż w Krzeszoborze stanęła.
Książę tylko westchnął nieprzekonany. Na to opat, rzecze, że brat Albert nawet aniołom podziękował za ten dar niebios i wtedy jeden z aniołów odwrócił się ku niemu i odparł: "To z łaski Matki Przenajświętszej przynieśliśmy kościołowi ten obraz na chwałę!"
Niestety, nikt inny z członków konwentu owych aniołów nie widział.
Jednak wszyscy bracia obudzili się o tej porze, z niepojętym jakimś wewnętrznym nakazem udania się natychmiast do kościoła. Tam też ujrzeli brata Alberta, adorującego przy ołtarzu ów obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem.
I dziwowali się wszyscy, że księżna pani do Madonny na obrazie jest podobna... zaś mały Jezus ma twarz Bolka. Kubek w kubek są podobni...
Książę Bernard mruknął coś jeno cicho pod nosem i począł mówić o wizycie papieskiego kapelana w Świdnicy, jego opowieściach o obrazie w Rimini, o podobieństwie księżnej i małego Bolka do wizerunku Maryi i Jezusa. I że bardzo wówczas zapragnął mieć ten obraz, by go w kaplicy zamkowej powiesić. Zamówił więc jego kopię...
Ale chyba wolą Najświętszej Panienki było nakazać aniołom dzieło to umieścić w kościele przy konwencie, by tam pozostało po wsze czasy.
Krzeszów - Stanisław Gazda (felieton filmowy wmv).
Tekst, foto i film: Stanisław Gazda
potrawyregionalne.pl - Bydgoszcz
© JM Media 2008. All rights reserved. |