Za to kilkadziesiąt metrów dalej, po lewej stronie drogi, nie sposób nie zauważyć skupiska starych sprzętów gospodarczych.
Ten mini-skansen stworzyli Grek z Niemcem, którzy wcześniej pobudowali tu rożen, na kształt wiejskiej gospody i serwują tak wyśmienite polskie jadło, że nie ma dnia ani godziny, by chata i plac przy niej kiedykolwiek świeciły pustkami.
Ale wróćmy do figury. Stoi tuż przy drodze. Mimo to nie łatwo ją dostrzec, gdy tak tonie w zieleni i cieniu drzew i krzewów. No, chyba że majowym zwyczajem, gromadzi się przy niej lud boży, odprawiający tu nabożeństwo majowe. Ale drzewiej nie tak w tych stronach bywało. Posłuchajmy miejscowej legendy…
Marzyło się Matce Bożej, aby wszyscy ludzie byli dobrzy. Przyjdą takie czasy - przekonywał Jezus swą Matkę - że na świecie nie będzie ni złości, ni nienawiści. Od jednego do drugiego jego końca zapanuje miłość.
Zeszła więc na ziemię Maryja mówić ludziom, że człowiek człowiekowi bratem być powinien. Szła lasami, drogami, bezdrożami wszelakimi, przez góry i doliny, przechodziła przez bystre nurty rzek. Spotykała ludzi, którzy witali ją gościnnie i żegnali dobrym słowem, nie poznając, kim jest. Kiedy się zmęczyła, siadała na pniu drzewa, aby odpocząć. Gdy poczuła głód, pukała do drzwi napotkanej chaty, by poprosić o kromkę chleba. Jeśli w pobliżu nie było ludzkich siedzib, rosą gasiła pragnienie, czerwonymi owocami malin zaspokajała głód.
Po wielu, wielu dniach dotarła do wsi położonej niedaleko miasta zwanego Koronowem. Chałupy rozrzucone byty przy drodze. Matka Boska zajrzała do pierwszej. Zastała tam kobietę, która ukrywszy twarz w dłoniach, szlochała. Nie poznała Maryi, ale jak zwykle serdecznie zaprosiła nieznajomego gościa na ławę przy stole. Położyła kromkę chleba. I wodę do popicia. Nic więcej bowiem nie miała. Ale nie to było jej największym zmartwieniem. Wskazała dziecię leżące na posłaniu pod okienkiem. Jej jedyne. Chore od dni wielu. Gorączka odbierała mu apetyt, nikło w oczach.
Maryja podeszła do dziecka. Położyła dłoń na rozpalonej główce. Maleństwo otworzyło oczęta, przez chwilę spoglądało na pochyloną nad nim twarz nieznanej kobiety. Potem uśmiechnęło się, zamknęło oczęta i zasnęło.
Matka Boska obiecała, że dziecię zdrowe ze snu się obudzi. Choć kobieta rzuciła się jej do nóg z podziękowaniem - Maryja wyczuła, że coś jeszcze ją trapi. I tak też w istocie było. Żalić się tedy zaczęła Maryi wiejska kobiecina, że źli ludzie we wsi mieszkają. Zły jest także jej mąż. Kiedy w Samociążku prosił o nią rodziców, myślała, że będą żyli uczciwie i dostatnio. Tymczasem poszedł z innymi na rabunek. Na pewno czatuje gdzieś przy drodze na kupców lub jakowyś podróżnych. Na nic zdają się błagania, by zaczął żyć uczciwie.
Spotkała zbójów Maryja, gdy wracali obładowani łupem. Rozprawiali głośno. Zobaczywszy Ją, stanęli. Ucichły rozmowy. Kiedy powiedziała im, że źle czynią, jeden z nich zrugał Ją, że do nie swoich spraw się miesza. Jeszcze raz upomniała ich Maryja, że tak żyć nie można – trzeba uczciwie na chleb zarabiać. Odpowiedzią na te słowa był jeno zbójecki śmiech i wyzwiska. Nawet groźba wiecznego potępienia nie wzruszyła rabusiów. Jeden przez drugiego chwalił się, jak łatwo można się wzbogacić odbierając drugim, zamiast pracować.
Maryja prosiła i namawiała, aby zastanowili się nad tym, co czynią, aby nie gubili siebie, aby zaczęli żyć uczciwie, jak inni ludzie. Kiedy to nie pomogło, zawołała:
Ten głaz jest bardziej miękki niż wasze serca! I postawiła swoją małą stopkę na kamieniu. Kiedy ją cofnęła, zobaczyli na głazie odciśnięty ślad. Poznali wtedy, kim była stojąca przed nimi kobieta. Padli na kolana. Przysięgać zaczęli, że odtąd będą żyć uczciwie. Pracować w pocie czoła. A wieś nazwać Stopka obiecali. Zostawiwszy łupy przy drodze, wrócili do swych domów.
Pewnego ranka, po deszczowej nocy, jechał wozem chłop z kobietą i płaczącym dzieckiem. Zatrzymał konia przed kamieniem leżącym przy drodze. Kobieta zeszła z wozu. Wzięła dziecko na ręce i podeszła do głazu. We wgłębieniu była woda. W niej to umoczyła róg chustki, którą zdjęła z głowy i delikatnie przemyła płaczące oczy. Dziecko ucichło. Otworzyło powieki. Zaczęło kręcić główką, wyraźnie rozglądając się i uśmiechając. Potem wyciągnęło rączki. Szymko widział! Wzrok odzyskał! Z najbliższego domu wyszedł starzec. On to był świadkiem cudownego uzdrowienia i on to legendę o Matce Boskiej, która swoją stopę odcisnęła na kamieniu, aby wzruszyć zatwardziałe serca wszem i wobec rozpowiadał. Po nim robię to ja, który tam byłem i zaświadczyć mogę, że Stopka słynie z tego, że mieszkają tu ludzie uczciwi i pracowici. A głaz z odciśniętą stopką Maryi, ogrodzony płotkiem, leży przy drodze ustrojony wciąż świeżymi kwiatami.
Tekst i foto: Stanisław Gazda
potrawyregionalne.pl - Bydgoszcz
© JM Media 2008. All rights reserved. |