Od wydawcy:
Baranina od wieków towarzyszy mieszkańcom południowej Małopolski. Przez stulecia owce były głównym źródłem utrzymania setek ludzi - dawały wełnę, mleko i mięso. Pasterze przepędzali je od Podhala po Bieszczady. jeszcze ćwierć wieku temu pogłowie owiec liczono w Polsce na około trzy miliony sztuk. Dzisiaj jest ich zaledwie dwieście tysięcy. Po prostu hodowla przestała się opłacać.
Razem z owcami ginie powoli tradycja i kultura pasterska. Trudno ją kultywować, gdy nie ma podstawowego czynnika - zwierząt i całego związanego z nimi rytuału pasterzowania, produkcji serów i pysznych dan z mięsa jagnięcego czy baraniego. Na domiar złego wielu Polaków ma wciąż w pamięci ohydne konserwy baranie, jakie można było kupić w latach 80. w naszych sklepach. Nic więc dziwnego, że trudno im uwierzyć w wykwintny smak i niezwykle walory zdrowotne jagnięciny. Warto jednak spróbować.
Wydaje się, że dobiegły już końca najgorsze lata dla baraniny. Podhalański oscypek stal się prawnie chronionym wyrobem regionalnym, pojawiły się pierwsze spółdzielnie i grupy producentów mleka oraz mięsa owczego. W Łosiach, małej wsi Beskidu Sądeckiego, znany biznesmen Roman Kluska buduje nowoczesny zakład przetwórczy mleka owczego, w którym rozpoczyna produkcję dojrzewających serów. Powoli pojawia się także zapotrzebowanie na baraninę restauracji oferujących tradycyjną kuchnię regionalną, a Polacy znów zaczynają rozsmakowywać się w wyśmienitych potrawach z jagnięciny.
Ta książka jest zbiorem przepisów zebranych przy różnych okazjach wśród mieszkańców południowej Małopolski, ocalonych ze starych gazet i dawnych książek kucharskich. Wiele z nich wymagało pewnych współuzależniających zmian, wprowadzenia jednolitych miar (bo kto dzisiaj liczy na pudy?) i usystematyzowania. Mamy nadzieję, że dzięki niej wyborna i mająca doskonale walory zdrowotne jagnięcina znów trafi do codziennego jadłospisu Polaków. |