Fragmenty rozdziału „Historia alkoholi”:
Alkohol, tak jak większość dobrych i złych rzeczy, nasi pra ... , pra ... , pradziadowie odkryli przez przypadek. Pierwsze dzieła przypadku, takie jak zepsuty miód z wodą, sok z winogron lub inne soki pozostające w zbyt długim kontakcie z powietrzem, nie grzeszyły subtelnym smakiem. Historycy Są zdania, ze alkohol mógł się pojawić dopiero pod koniec neolitu, kiedy narodziło się rolnictwo, a człowiek zaczął uprawiać określone rośliny. Najprawdopodobniej pierwszy alkohol był wytworzony z miodu.
Wykopaliska archeologiczne dowodzą, ze pierwsze pszczoły pojawiły się na naszej planecie już 15 milionów lat temu. W 1919 roku w jaskiniach Walencji odkryto rysunki naskalne datowane na 15-20 tysięcy lat wstecz, które przedstawiają człowieka podbierającego miód. (…)
Pierwszy zapis dotyczący produkcji polskich nalewek pochodzi z 1534 roku. Znajdziemy go u Stefana Falimierza w dziele wydanym w Krakowie, w rozdziale ,,O paleniu wódek z ziół”. Nalewki, likiery i krupniki do XVIII wieku pozostawały jednak lekarstwem i jako takie zajmowały miejsce w apteczce. Instytucja apteczki przetrwała w dworach szlacheckich jeszcze do końca XIX wieku. Początkowo były to właściwie dwie apteczki. Pierwsza, przypominająca współczesną, zawierała zioła, nalewki i preparaty lecznicze przeciw różnym chorobom i przypadłościom ludzi i zwierząt, druga zaś zwana była apteczką przyjemną.
Jeden z bohaterów powieści Ignacego Krasickiego wspomina, ze apteczka domowa jego żony nie tylko od wódek i przysmaków, ale i od lekarstw. Domownicy i goście zaglądali do apteczki, aby wypić kieliszek anyżówki, kminkówki czy ajerówki. Apteczka była domeną pani domu, która uczyła córki sztuki sporządzania i stosowania naturalnych leków, jak i nalewek „pachnących, niezbędnych dla toalet”: wódek z płatkami róż, lawendą, konwalią. Przeciw bólom stosowano nalewki mrówczane i żmijowe. Dwa tygodnie po św Janie nastawiano nalewkę na jeszcze zielonych orzechach włoskich, jako trunek nieodzowny w razie niestrawności.
Zalewano wódką wonny kwiat lipy, liść mięty pieprzowej i piołunu, z tataraku robiono ajerówkę, z kminku zaś wódkę zwaną karolkową.
W apteczce zdrowotnej była też ciesząca się wielką popularnością, tak zwana pigułka wieczysta. Ta mała kuleczka odlana z antymonu po połknięciu powodowała gwałtowne przeczyszczenie wnętrzności. A wieczysta dlatego, ze po spełnieniu swego zadania znów wędrowała do apteczki. Usłużnie pożyczano ją również znajomym i sąsiadom.
ówczesnym aptekom bliżej było do kuchni, niż do ich znanej nam dziś formy. Jeszcze w XIX wieku w aptekach można było kupić nie tylko lekarstwa. Pigularz handlował cukrem, przyprawami, a farmaceutyki wyrabiał sam. W tej fabryko-kuchni oprócz leczniczych pastylek zwanych kołczakami, zestawiano również wina, wódki, perfumy, kadzidła i świece woskowe, a nawet wypiekano pierniki, będące zakąską po leczniczej wódce. W XVII wieku Morsztyn tak pisał o aptece:
„Ty bez ogródki
Przyślij nam wódki;
A jeśli jeszcze dasz i piernika,
Napiszęć na drzwiach: tu sławna aptyka”.
Za Sasa aptekarze musieli, niestety wbrew obowiązującej modzie, zaciskać pasa, ponieważ zabraniano im sprzedaży napojów alkoholowych i korzeni. Aptyka powoli stawała się apteką. W tych czasach moda na sporządzanie własnych kordiałów i likworów ogarnęła wszystkie dwory szlacheckie zarówno na Litwie, jak i w Koronie. Za czasów saskich powstała słynna trojanka litewska i gdańska korzenna krambambula, o której mówiono, ze zestawiano ją z odpadów pochodzących ze składów kolonialnych, których w portowym mieście nie brakowało.
Z czasem pojawia się pierwsza literatura fachowa związana z produkcją alkoholu. Na przykład wspomniane dzieło Stefana Falimierza oraz wydana w 1614 roku książka pt. Wódka lub gorzałka autorstwa Jurka Potańskiego zawierają sporo wiadomości o paleniu wódek i innych sekretów ówczesnej Rzeczypospolitej. Również informacje zawarte w rozdziałach „Diskurs o zdrowych likworach” i ,,O gorzałce i gorzalnicy” książki Skład albo skarbiec znakomitych sekretów Jakuba Kazimierza Hawra z 1693 roku pozwalają stwierdzić, ze wódka i gorzałka były stosowane w Polsce już z górą 400 lat. a i z pędzeniem wódki nasi pradziadowie problemów nie mieli.
Polacy nigdy za kołnierz nie wylewali. Wzmianka o wizycie dwóch smutnych panów na postrzyżynach Ziemowita donosi o wypiciu beczułki piwa; w dziwny sposób beczułka ta zaczęła się rozmnażać! Ale Słowianie znali jeszcze umiar. Pito przeważnie piwo, chociaż ta nazwa 2-3% papki jest zapewne obrazą dla dzisiejszych browarów.
Zwyczaje i obrzędy, w których niepoślednią rolę odgrywał miód ukształtowały się w różnych rejonach świata. Miód nazywany był ambrozją - pokarmem bogów zapewniającym im nieśmiertelność i bogom ofiarowywany. Miodem opłacano różne należności, daniny i podatki. Jak długa jest tradycja bartnictwa na ziemiach prasłowiańskich dowodzi relacja z 448 roku spisana przez Priskusa, greckiego uczonego i filozofa. Najstarszym dokumentem bartniczym na ziemiach polskich jest przywilej księcia mazowieckiego Janusza II z 1401 roku. Najwcześniej, bo już w XVI wieku, gospodarkę pasieczną wprowadzili zaradni Wielkopolanie. Pszczelarstwem trudnili się „pańscy pszczelarze” i „wolni komornicy”.
Polska słynęła z najlepszych miodów pitnych. Był to napój mocny i bardzo „wchodzący w nogi”. Staropolskie miody odznaczały się ślicznym, klarownym kolorem - barwy czerwonego bursztynu - łagodnym aromatem i lekko korzennym smakiem.
Niestety, był to trunek drogi i dostępny jedynie na dworach królewskich, magnackich lub w zamożnych domach - od święta...
Andrzej Fiedoruk
|