OD WYDAWCY:
„Tiśnerowa Muza” doprawia swoje potrawy szczyptą poezji i kilkoma promykami słońca. Do każdego przepisu dodaje wiersz albo anegdotę, np. o mężu liczykrupie czy wtrącającym się do garnków „babcyku”. Jej kwaśnica, „praktyczna picusia na dziadziusia” – najsmaczniejsza z winkiem malinowym, „siuster” z boczku, przepyszne placki „moskale” oraz gorzałki i nalewki (od których bracia z Podhala nie stronią) smakują jeszcze lepiej, gdy do przepisu dołączony jest barwny opis zwyczajów, wesel i świąt góralskich.
Ta niezwykła mieszanka sztuki i kulinariów będzie Ci towarzyszyć przez wszystkie strony książki. Rozsmakujesz się w specjałach góralskiej kuchni i zakochasz w Podhalu!
OD AUTORKI:

Pisząc, wspominam zapachy pietruszki, kopru i kminku, bazylii i rozmarynu. Pisząc, uciechę mam wielką, bo zapełniają się stroniczki literkami, zdaniami. Mnożą się kropeczki, przecinki, myślniki. Ręce mi pachną cebulą, bo kroję, obiad gotuję wystawny. Cebula i literki, klapki komputera pachną cebulą. Chciałabym napisać taki wierszyk, w którym zawarta pochwała jedzenia byłaby zarazem modlitwą. Żeby miał cztery linijki i chwalił Pana za stworzenie smaku. Czy jest w tym coś złego, że lubię gotować, smażyć i przyprawiać, wszystko na chwałę bożączyniąc?
Ksiądz Tischner mi powiedział kiedyś:
- Tyś nojlepso kucharka pośród poetek!
Może dlatego, że w moich rondelkach, często brudnych za uszami, wciąż smażyły się wierszyki? A może sobie ze mnie dworował dobrotliwie? I dodawał:
- Nie przejmuj sie, kozdy Boga kwoli tym co umiy. I nie kwol sie co pokwila, ze rada widzis gotować! Wielgo mi stuka uwarzyć bryje! O, Józuś! Wielgo stuka.
I o tym też napiszę w dalszych linijeczkach. I o tym, że lubienie przeradza się w nienawiść szczerą, kiedy nastaje taki dzień, w którym ci się wszystko przypala, ścina, zwarza, ogórki kiszone miękkie, pomidory przypleśniałe, kocica podstępnie pożarła wędlinkę z kanapek, a najpiękniejszy w życiu biszkopt na tort oklapnął w prodiżu, bo wyłączyli prąd.

Literki jak te krupki sypią się na kartkę. Trzeba je ugotować, uprażyć, omaścić. Czasem w dużej ilości wody, kiedy indziej - szklanka krupek na trzy szklanki wody. Jakie to łatwe w wypadku krup, a jakie trudne w pisaniu.
Tyle książek kucharskich napisano, sporządzono potraw, użyto przypraw i wymyślnych używek. Mnie się tu zamarzyło, żeby opisać jedzenie zwykłego człowieka.

Kto to jest „zwykły” człowiek? Każdy jest sam w sobie niezwykły! Każdy je co może i co lubi, albo co musi. Z tym, że jedni się posilają, inni spożywają posiłki, a ci zwyczajni tylko jedzą ze smakiem. Jedzą barszcze, kwaśnice, grule z kwaśnym mlekiem, przeróżne placki i moskole smarują masłem, popijają mlekiem, maślanką albo piwkiem.
Nie dbają o diety, a cholesterolu nie widzieli na oczy. Jak z tego wszystkiego wydobyć smak? Jak opisać, co to jest, dlaczego jednemu smakuje to czy owo, a drugiego od tego czy owego skręca?
Te rozważania zostawmy na potem, choć jestem bardzo ciekawa, czy „zwykły człowiek” ma takie same kubki smakowe jak „niezwykły”?…
Opracowanie, zdjęcia i nagranie:
Leszek Horwath - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2008. All rights reserved. |