|
Po raz trzeci z rzędu zwycięzcą został Zbigniew Urbański, którego palma mierzyła... 33 metry i 39 centymetrów (!!!) i była o 2 metry i 71 centymetrów wyższa od ustawionej rok wcześniej. To zarazem nowy rekord wysokości lipnickich palm.
Nie była to jednak najwyższa palma w konkursie. Andrzej Leszczyński wykonał wielkanocną konstrukcję mierzącą 36 metrów 40 centymetrów, która - niestety - złamała się podczas stawiania, a zgodnie z regulaminem konkursu palmy muszą być ustawiane ręcznie i można przy tym korzystać z pomocy jakichkolwiek urządzeń.
Na ów jubileuszowy konkurs przygotowano 15 palm mających więcej niż 20 metrów, średnich (od 3 do 10 metrów) było 63, a dziecięcych (do 3 metrów) - 30.
Przypomnijmy, że pomysłodawcą konkursu palm w Lipnicy Murowanej był poeta i wieloletni sołtys wsi Józef Piotrowski.
Niespełna 30 km dzieli Lipnicę Murowaną od Szczyrzyca, w którym palmy nazywane są... „kociankami”.
W artykule pt. „Zwyczaje wiosenne mieszkańców ziemi szczyrzyckiej”, opublikowanym na łamach „Kuriera z Jodłownika” (4/2003), tak o nich i ich symbolice pisze Halina Matykiewicz, na podstawie materiałów zebranych przez Walerię Cudek.
W ich skład wchodziły: gałązki wierzby, bazie, leszczyna, kokocyna, ciamarysek i palma (sitowie - przyp. red.) rosnąca na bagnach i stawach. Wszystkie te elementy, z wyjątkiem palmy, układało się sztukując, aby były wysokie. W środek chłopcy wkładali tyczkę, która chroniła przed wyginaniem się.
Kocianki obwiązywało się co kilkanaście centymetrów batem splecionym z nici lnianych. Obwiązań musiało być 14, co symbolizowało 14 stacji Drogi Krzyżowej.
Na wierzchołku kocianki umieszczało się palmę w postaci wiechy, przystrojonej kwiatami polnymi i ogrodowymi wykonanymi z bibuły. Ku dołowi zwisały różnej długości, kolorowe, bibułkowe wstążki.
Po powrocie do domu, chłopcy wchodzili z kociankami do obory i trzykrotnie uderzali bydło. Miało to przynieść w hodowli szczęście.
Kocianki ustawiano potem w stodole lub na boisku (boiskiem nazywano główną część stodoły - przyp. red.) i tam czekały do Wielkiego Czwartku.
(…) W Wielki Czwartek (...) wieczorem, po nabożeństwie, cała rodzina siadała przy stole, na którym gospodarz układał rozwiązane kocianki. Na stole leżał też przetak, a w nim chleb. Każdy domownik wykonywał jeden krzyżyk, ozdabiał go kwiatami i wstążeczkami, po czym wkładał do przetaka.
Wczesnym rankiem w Wielki Piątek, chłopcy roznosili krzyżyki, wbijając je w każdą połać pola. Przybijali je też nad drzwiami wszystkich zabudowań gospodarczych. Chodząc po polach uderzali rytmicznie drewnianymi terkotkami i śpiewali. Baty, którymi obwiązywano kocianki, przeznaczano do poganiania w polu koni i wołów.
Dawniej kocianki nosili starsi chłopcy. Ambicją każdego było, aby jego kocianki były najwyższe.
Nazwę „kocianki” należy zapewne wywodzić od bazi, potocznie i dość powszechnie zwanych w różnych regionach kraju „kotkami”.
Warto jednak zwrócić uwagę na gwarowe nazwy dwóch krzewów, których gałązki służą do ozdabiania szczyrzyckich (zapewne także nie tylko szczyrzyckich) palm. To „kokocyna” i „ciamarysek”.
„Kokocyna” (inaczej: krzew konwaliowy), właściwe: kłokoczka południowa ( łac. Staphylea pinnata) jest krzewem ogrodowym kwitnącym w maju białoróżowymi kwiatkami zebranymi w grona, przypominającymi nieco z wyglądu konwalię.
 Swą cudowną moc - jak głosi legenda - zawdzięcza rozwinięciu się z laski pielgrzymiej świętego Jakuba. Przypisywano jej moc obrony ludzi przed złymi duchami i czarami a jej posiadanie w ogrodzie miało zapewniać szczęście i dobrobyt całej rodzinie.
W lecie pojawiają się na niej charakterystyczne owoce (skórzaste torebki), w których wnętrzu znajdują się duże i twarde nasiona. Podczas podmuchów wiatru nasiona wydają charakterystyczny klekot. Od tego dźwięku wywodzi się staropolska nazwa krzewu - „klekoczka”.
Na Śląsku nazywano ją „kokoczem”, w Małopolsce - „kłokoczyną”, „kłokocyną” lub „kokocyną”, a w Beskidzie Niskim „kokoczką” i „kłokociną”.
Od bardzo dawna krzew ten wykorzystywany był do celów użytkowych i obrzędowych.
Z twardego drewna wyrabiano krzyżyki, kije do maselnic, laski i fajki.
Nasiona wykorzystywano do wyrobu różańców, korali i bransolet. Wytłaczano z nich również olej służący do oświetlania izb w chałupach.
Wyrobem tzw. paciorków z nasion kokocyny zajmowali się najczęściej zakonnicy lub zakonnice, a nasiona uzyskiwano z krzewów hodowanych w klasztornych ogrodach.
Już dawno zaniknął zwyczaj wkładania kokocynowych różańców do trumny, by towarzyszyły zmarłemu. Najprawdopodobniej zanikła tez tradycja ich wyrobu.
Gałązki kokocyny wykorzystywano wplatając w wianki święcone w oktawę Bożego Ciała, a także wkładano w bukiety ziół na święto Matki Boskiej Zielnej.
„Ciamarysek” to „tamaryszek” (łac. Tamarix L.) - trudny do pomylenia krzew ozdobny, którego różowe, drobne, ażurowe kwiaty przyciągają wzrok każdego przechodnia. 
Choć wygląda na bardzo delikatny, jest odporny na niesprzyjające warunki pogodowe (nie przeszkadzają mu ani mocne wiatry, ani nawet długotrwałe susze).
Nie ma też specjalnych wymagań glebowych, równie dobrze radzi sobie na glebach górskich jak i nadmorskich piaskach, stąd w północnej Polsce najczęściej można go spotkać w przydomowych ogrodach.
Szukając tamaryszkowych ciekawostek natknąłem się na informacje, mówiącą o tym, że kory tamaryszku (podobnie jak kory dębu) używano w bardzo dawnych czasach (zamiast chmielu) przy wyrobie... piwa.
Ciekaw jestem jakie jeszcze naturalne ozdoby (trawy, krzewy czy kwiaty) używane są do wyrobu wielkanocnych palm oraz jakie noszą lokalne, gwarowe nazwy? Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko prosić naszych Internautów, by podzielili się z redakcją swą wiedzą ( redakcja@potrawyregionalne.pl) o tej pięknej, jakże kolorowej, wielkanocnej tradycji.
Opracowanie: Leszek Horwath
Foto: Krzysztof Piś - www.mojalipnica
i archiwum potrawyregionalne.pl
© JM Media 2009. All rights reserved |