W tradycji ludowej Zielone Świątki (Święto Zesłania Ducha Świętego) rozpoczynały lato. Obchodzimy je w maju od czasu soboru nicejskiego w 325 r., w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca.
Termin tych świąt, jak i towarzyszące im zwyczaje ludowe mają korzenie jeszcze w pogańskiej obrzędowości i obyczajowości.
Pochodzą od starosłowiańskiej uroczystości wiosennej zwanej „stado”, łączącej się z radością, zabawą i swobodą.
W kościele katolickim uroczystość Zesłania Ducha Świętego na apostołów, obchodzona w szóstą niedzielę i poniedziałek po Wielkiej Nocy i uznana za jedno z największych, a przy tym najstarszych świąt w kalendarzu liturgicznym. To zarazem zwieńczenie i zakończenie obchodów świątecznego cyklu wielkanocnego.
Zielone Świątki zaczynały się powszechnym w Polsce zwyczajem (zarówno na wsi, jak i w miastach) majenia ścian domów, wrót, furtek i płotów zielonymi, najczęściej brzozowymi, gałęziami (do majenia używano też choć rzadziej - gałązek lipy, wierzby i buka).
W izbach i mieszkaniach majono też święte obrazy i ołtarzyki.
Izby i podwórka wysypywano tatarakiem, licząc, że silnie pachnący, świeży tatarak odstraszy muchy, pchły i inne insekty. Nawet psie budy wyściełano grubo tatarakiem.
Zygmunt Gloger, w „Encyklopedii Staropolskiej Ilustrowanej”, pisze:
Wszystkie kościoły, domy, chaty i podwórza „majono” drzewkami brzozy, jesionu lub świerku ustawionemi i zatykanemi przy ołtarzach, gankach, wrotach, sieniach i wejściach. Podłogi i ziemię wysypują zielonym tatarakiem, świerczyną i kwiatami. Majowy zapach tej zieleni rozchodzi się wszędzie przepełniając kościoły, mieszkania i podwórka.
Z obchodami Zielonych Świątek łączyły się różne obrzędy powitania wiosny oraz zwyczaje rolnicze i pasterskie, bowiem był to czas pierwszego wyjścia krów na pastwiska.
Towarzyszyły temu liczne ciekawe zwyczaje i praktyki: zielonymi gałązkami uderzano zwierzęta - aby zapewnić im spokojny wypas, chronić je przed wilkami, czarownicami i urokami; na progu stajni, z której zwierzęta wychodziły po raz pierwszy na pastwisko kładziono jajko - aby zapewnić mleczność krów i dobre mleko; jajka toczono po krowich grzbietach - by krowy wyły tłuste i gładkie krów, aby były tłuste i gładkie; wychodzące z obejścia krowy skrapiano wodą - by zapewnić im zdrowie i odpędzić zło.
Zasiane pola obchodziły procesje, niesiono chorągwie i obrazy święte, śpiewano przy tym pieśni nabożne. Bydło okadzano dymem ze spalonych święconych ziół, przystrajano wieńcami i kwiatami.
Ważnym elementem świątecznych „zabiegów” był także ogień i dym. W wieczór poprzedzający Zielone Świątki na wzgórzach i polanach rozpalano ogniska zwane „sobótkami”.
Z zapalanymi od ognisk pochodniami tańczono, biegano po polach, a pasterze obchodzili z nimi stada.
Tak o tych obyczajach pisze Zygmunt Gloger:
Najnowsze badania wyjaśniły nam w zupełności początek nazwy sobótki. Biskup poznański Laskarz w wieku XIV statutem swoim zakazuje tańców nocnych w wigilje przedświąteczne, t.j. w soboty i w wigilje uroczystości, przypadających w lecie, a zatem przed świętem Jana Chrzciciela, Piotra i Pawła. Z zabaw tego rodzaju najwspanialszą być musiała sobótka w okresie kategzochen świątecznym, t.j. na Zielone Świątki. Kaznodzieja krakowski Jan ze Słupca powiada, że tańczą podczas Świątek w lecie niewiasty, śpiewając pieśń pogańską. Stwierdza ten obyczaj, jako jeszcze pogański, statut synodu krakowskiego z r. 1408. Na sobótkę, którą zawsze obchodzono wieczorem w sobotę przed jednem ze świąt letnich, zbierali się jeszcze w wieku XVI wszyscy, zarówno kmiecie z wioski, jak drużyna i szlachta ze dworu, do ognia roznieconego na pagórku za wioską. Ta łączność obyczajowa i charakter obrzędu gromadzkiego przebija się jeszcze w pieśni Jana Kochanowskiego o sobótkach w Czarnymlesie:
„Tam goście, tam i domowi
Sypali się ku ogniowi”.
W pieśni sobótkowej mazowieckiej słyszymy: „Tam dziewczęta się schodziły”; w pieśni znowu ludu podkarpackiego:
„Kto na sobótce nie będzie,
Główka go boleć wciąż będzie”.
Ponieważ sobótka jest niewątpliwie starodawną uroczystością ku czci słońca, które jako źródło życiodajnego ciepła i światła od wszystkich dawnych ludów cześć odbierało, palenie więc stosów i igrzyska gromadne przy nich obchodzili Polacy w noc najkrótszą z całego roku, t.j. w przesilenie dnia z nocą. Oczywiście po zaprowadzeniu kalendarza chrześcijańskiego zwyczaj starożytny musiał się na początku lata do świąt i świętych chrześcijańskiej wiary przystosować, w jednych więc miejscach obchodzono go na Zielone Świątki, gdzieindziej w przeddzień św. Jana Chrzciciela. I tak przez wiele wieków to widzimy. W r. 1468 np. król Kazimierz Jagiellończyk, na żądanie opata benedyktyńskiego klasztoru świętokrzyskiego, zakazuje pogańskich uroczystości (sobótek), na Łysej górze w Zielone Świątki odprawianych. Tymczasem o kilka mil w Czarnymlesie sobótkę obchodzono około św. Jana, jak o tem wyraźnie zaświadcza Kochanowski, który utworowi swemu nadal tytuł „Pieśń świętojańska o sobótce” i zwyczaj ten uważa za odwieczny. „Sobótkę, jako czas niesie, zapalono w Czarnymlesie”. A dalej mówi znowu, nie widząc nic gorszącego w zwyczaju, który bynajmniej wiary chrześcijańskiej nie obrażał:
„Tak to matki nam podały,
Same znowu z drugich miały,
Że na dzień świętego Jana
Zawżdy sobótka palana”.

W wielu rejonach polskich Karpat (np. u Kliszczaków) sobótką nazywano palenie ognisk przed Zielonymi Światkami, a nie nocą świętojańską. Związane ono było także z rywalizacją między poszczególnymi rolami. Starano się by ognie były widoczne z daleka, dlatego przygotowywano wysokie stosy z chrustu, choiny i słomy.
Praktykowano też zwyczaj „opalania pól”. Przygotowując się do niego dzieci zbierały po lesie smołę z drzew i chrust na ogniska, przygotowywały stare miotły. W sobotę, o zmierzchu, gromada dzieci zapalała wysmarowane żywicą miotły i biegała z ogniem po miedzach. „Opalano żyto” wokół pól należących do rodzin tych dzieci, które brały udział w obrzędzie. - „żeby muchy nie siadały i żeby ziarno było trwałe”.
W niedzielę „opalano pszenicę”.
Do „opalania” pól używano także pochodni zrobionych z długich drągów, owiniętych szmatami nasączonymi naftą lub ropą. Bieganie z pochodniami miedzy polami miało chronić m.in. od pożaru, gradu czy ulew.
Po wypełnieniu tego obowiązku rozpalano ognisko, z gromadzonego od kilku dni drzewa, Ognie palono głównie na drogach w polu, tak, by było je widać z daleka. Przy ogniu rozpoczynano zabawy, tańczono, śpiewano, jedzono przyniesione z domu placki.
Mało kto już pamięta, że brzozowe, zielone gałązki wykorzystywano także tego dnia do stawianie bram przed domami panien. Robili to kawalerowie, w noc poprzedzającą Zielone Świątki, a postawienie bramy traktowano jako… oświadczyny.
W polskiej obrzędowości Zielonych Świątek mocno zakorzenił się także zwyczaj majówek - zabaw miejskich połączonych z posiłkiem spożywanym na powietrzu. Najsłynniejsze z nich to zabawy nad Wisłą w Krakowie czy na warszawskich Bielanach.
Opracowanie: (ls)
Foto: Leszek Horwath
© JM Media 2009. All rights reserved. |