Szczególnie dla biednych gospodarzy to okres wymuszonego postu. Jedzono wówczas wszystko, co tylko nadawało się do jedzenia.
Odwołajmy się raz jeszcze do ”Chłopów” Władysława Reymonta. W części IV (”Lato”) znajdujemy następujący zapis rozmowy między Jagustynką, Antkiem i Hanką:
”Komornice wychodziły posobnie z lasu z brzemionami drzewa na plecach, zaś w końcu wlekła się Jagustynka, zgarbiona pod ciężarem prawie do ziemi.(…)
- Ciężki latoś przednówek nawet la gospodarzy.
- Kto ma jeno lebiodę z otrębami, temu nie potrza mówić o biedzie.
- Bójcie się Boga, dyć przyjdźcież wieczorem, a znajdzie się jeszcze w chałupie jaki korczyk ziemniaków. Odrobicie we żniwa.
Zapłakała rzewliwie, nie mogąc wykrztusić tego słowa podzięki.
- A może ta i co więcej najdzie Hanka - dodał z dobrością.
- Żeby nie Hanka, to byśwa już byli pozdychali - zaszeptała łzawo. - Juści, co odrobię, kiedy jeno będzie potrza. I nie za siebie mówię. Bóg ci zapłać! Cóż ta ja, ten śmieć jeno, co się go trepem następuje, ani wiedząc o tym, i do głodu niezgorzej wzwyczajonam, ale jak te moje robaki kochane zapiskają: babulu, jeść! a nie ma czym zatkać głodnych brzuchów, to powiedam, cobym se te kulasy odrąbała abo i z tego ołtarza zdarła i poniesła do Żyda, bych się jeno najadły…”.
Chyba najboleśniej przednówek dotykał mieszkańców gór. Głód był ty nierzadkim zjawiskiem. Często jadano tylko raz dziennie, a spożywane potrawy były wyjątkowo ubogie i proste. Powszechnie gotowano wówczas warmuz.
”Babka była specjalistką od warmuzu. Zbierała pokrzywy, lebiodę, szczaw, ognichę, lubczyk, warzy, soli, dodawała trochę oskrobanych grulek. Kapką mleka z mąką zaprawiała, albo i nie i gorące na michę wylewała. Jedliśmy, bo głodni, ale to był tylko wypełniacz brzucha…” - wspomina Wanda Czubernatowa.

Dzisiaj o biedzie, niedostatku i głodzie niewielu już pamięta, a warmuz stanowi ciekawostkę na przeglądach potraw.
Tekst, foto i nagranie: Leszek Horwath
© JM Media 2007. All rights reserved.
|