 |
| |
|
|
| Gwarzenie przy warzeniu |
Kulinarne gawędy
Wandy Czubernatowej.
|
|
Skońcył sie Godni cas, pasowało by drzywko rozebrać z pajacyków jako tyz zarówecek udających świycki. Kolega mi zaś godo po co rozbiyrać, kie o chwile zaś bedom Gody, Wilijo, Boze Narodzenie, juz za pore miesięcy. No słuśnie. Ino otworzys dźwiyrze i zapres - juz koniec roku.
| | |
| |
„Matusia mi gadała coś tak mało zasioła tatarecki
Chłopcy mi wydeptli, kie do okna pukali, dwie grządecki”.
Pewnie downo, downo temu sioli orawcy i górole tatarke, bo śpiywek jest o niyj pore. Może przychodziła we woreckach ze słowackich stron, z Luptowa? Tatarkom nazywali my gryke, cyli hreczke, a po pańsku kaszę gryczaną.
| | |
| |
Z dziadkiem juz nic nie naswawolis. Ni ma karnawału, ani baciarki, zostały zbacowanki. Coz, kie sie zbacuje i złe chwile i przerózne niepecie, w ktorych za młodu przysło bywać. A to boginki po zabawie wywiedły za las, do śniega wywaliły, choć przecie boginki i wselniejakie złe stwory w zimie śpiom, a to karcme zaparli razem w chłopami i kelnerkami, a to przycyganili przy wyborze królowyj karnawału i zrobił sie mąt w remizie, no sami wiycie - młodość(!) w PRL - tyz była młodość.
| | |
| |
Górole mieli biyde wiekuistom, bo to pola chude, wsędyj ino góry i góry. Skole i woda. Posiali jarzec, a tu śniyg w moju nakurzył, wylezoł, wygniło i rób co chce. Owiesek chudy, rychlik, ziorecka mioł marne, ale cosik zawse na moskol sie umełło i zywina sie pozywiła.
| | |
| |
Wiymy o tym, ze dobrze zyć jest łatwo kie sie mo dudki, ktore scęścia nie dajom, hej, ale kie sie mo kaca, a nojdzie dziesiątke w starym kabocie, ha! Cy to nie scęście? Pięci kolegów umocy wysusone pyski!
| | |
| |
Przezyli my piykny rocek. Przeróźni obrońcy i zbawiciele nos ochraniali i nie dali ani Miymcom ani Ruskim, a i obrońcy krzyzy nie próznowali. No i dobrze, bo co by z nos zostało? Zmiymcyli by my sie, zruscyli i spalikocieli. A przy ich pomocy zdrowi my i momy zdrowego ducha. Zjedli my bez tyn roku jednego bycka, jednom świnie, kur dwaścia, pięć kóp jojek, pół tony grul i wselakich trow, kapust, buroków, a krupy, makarony i placki przerózne! Ho ho kielo tego. I zdrowi my!
| | |
| |
Przeleciały te roki jak stado jaskółek, czasem jak srok, albo kruków. Sroki nie latają wielkimi stadami, a kruków do tej pory nie było. Jaskółki wywijały wesołe zakrętasy - było wesoło. To była nasza młodość, kolesie i baciarka. Ze srokami tylko kłopot i życie było trochę męczące.
Praca, wychowywanie dzieci, starunek o byt. Teraz tylko stadko kruków - to nasze życie na starość.
| | |
| |
„W pieprzowym occie ulik w dzwonka
i wokół garnir z korniszonka”
Ulik - śledź bez ikry i bez mlecza poławiany w maju. Oj śledziu, mój śledziu! Ile z tobą wspomnień! Musiało być dużo tych ryb w Bałtyku, a może jeszcze są? W każdym razie dopływały do nas na Podhale w dużych beczkach, szczelnie zabite denkami, z obręczami, z drągów pewnie dębowych, jakieś takie bure i śmierdzące. Pani w sklepie odbijała denko siekierą, a tam
pełno tych śledzi, chyba z tysiąc! Posolone tak, że aż w oczy szczypie. | | |
| |
(mruczenie - monolog przy robieniu gołąbków z liści kiszonej kapusty)
Ryż to ja gotuję w ten sposób, że na trzy szklanki wody wrzącej wsypuje szklankę ryżu. Na gołąbki można dać półtorej szklanki, żeby nie był rzadki. On i tak się ładnie udusi. Wchłonie wodę potem go przykryję pokrywką, włożę do zimnego pieca niech sobie tam siedzi. Dojdzie.
| | |
| |
Na nasyj roli od downa nie było łysych. Kudłate i wąsate chłopy starse nosiły kapeluse, abo copki cy lato cy jesień, a w zimie baranice.
Chłopcysków strzygli do goła, we wsi było ze dwoch, trzech takich co mieli masinki do skrzyzynio i strzygli chłopców na połke, a chłopom podstrzygali kielo trza.
| | |
| |
Słońce zaszło wpadło w dziurkę
A kucharka gładzi skórkę
Gładzi, gładzi, poleruje
Na kochanka oczekuje
| | |
| |
Babka gazduje przy piecu. Warzy, smazy, doprawio, uciyro, pucy i nakłado. Robota niewdzięcno, domowi woleli by pice abo jakie korytko cy wielgi kotlet w karcmie. A tu trza zaciskać pasa, bo nowy rząd tak kazuje.
Dziadek nie za bardzo moze zacisnąć bo go zoden oposek nie obstaje, a babki nie nosom pasów, ani oposków. Dzieci majom portki na sielkach i wszystko na babke. Poturacka, powiym wom.
| | |
| |
Nie mogę się oprzeć, żeby nie podać przepisu ze starej książki (z roku 1928), na „głowiznę”:
Głowę wieprzową oczyścić, pokrajać, potrząsnąć pieprzem, osolić i na rozpalone masło do szerokiego garnka włożyć. Gdy się trochę przyrumieni dać po garści pokrajanej cebuli, marchwi, kapusty, ziemniaków i podlewając wodą dusić dotąd , aż mięso zmięknie. Ziemniaki się dodaje
później niż marchew i kapustę.
| | |
| |
Ładny czas nastał, wyrosły rydze i opieńki, kotek się znalazł i samolot wylądował szczęśliwie. Słonko świeci, znicze się palą spokojnie, żywe kwiaty na grobach mróz nie pożera, a różne owady i motyle fruwają razem z liśćmi. Ładnie, spokojnie a gaździnie nic się nie chce! Nic się jej nie układa, kot nasypał śmieci między klawisze komputera, do drukarki dostał się koci ogon, w poczcie list „żyj zgodnie z naturą”. Hej, zgodnie z naturą żyję ile się dziś da, kiedyś tak żyliśmy, teraz życie jest w dużej części sztuczne.
| | |
| |
IDZIE ZIMA, KU ZIMIE, TRZEBA
RUBAĆ KORZYNIE
TRZEBA RUBAĆ, TRZEBA SIYC, BO NOS
BEDZIE ZIMA PIYC!
| | |
| |
Ciepło dawało nam słonecko, a kie sie kryło za chmurki to co było? Ogiynek. Słozyło sie go w polu cy w lesie przy paseniu bydełka, przy kopaniu grulek , przy kozdyj robocie kie było zimno. A i w ciepłe dni mozno było upiyc bobu, grzybów, jojko jakie w popiele, abo na wągielkach. Cłek pewnie, jak nos ucyli, piyrsy ogień mioł od pierona, co drzewo podpolił. Abo jako chcom Greki, ze go Prometeusz ukrod z nieba.
Tak cy owak ludkowie przenieśli ogiyń z groty do izby, do sałasa, koliby coby uwarzyć strawe i ogrzoć sie.
| | |
| |
Jesień w ogródku gazduje
Na górze sie schowoł kot
Wiater sumi pogwizduje
Na „michałki” suje grod
| | |
| |
Dziś piątek, jesce moge pisać o wyborach i wrózyć, a nawet nie wrózyć, bo i tak wiym, ze wygrajom nasi. W niedziele bedzie u nos odpust i głosowanie, jej, co to bedzie!
- Bedzie co bedzie - dziadek na to. Zacnom strzylać i puscać rahetle, komisjo wyborco dostanie kota. Kolwicek jak nasa sucka! Okrutnie sie boi huku. A tu przychodzi Wojtek Muscyn, wruco kartecke ze kandydatami, ktorych jako wspaniały cłowiek podkryślił, wruco do urny, a tu huk! Jakis bachór cisnył o ziym takom strzylającom kulkom, co to niegrzecne chłopcyska ciskajom babkom pod nogi, coby babki hipkały wysoko. Wiys kielo wesołości? Ale tu zrobił sie meres moralny bo posądzajom Wojtka, a on przecie porządny obywatel!
- E, to teroz tys som obywatele? Ojej, po co takie głupoty przychodzom ci do głowy!
| | |
| |
Muse to napisać młodym, bo nie wiedzom co to jest hałdamas. Pewnie, ze wlezom do internetu i bez te gogle wypatrzom, ze to tako zabawa w Jeleśni abo w Cornym Dunajcu, a moze jesce i ka inendyj. Jedni to nazywajom hołydmas, insi hałdomas, a u nos sie to zwie hałdamas. Cyli koniec roboty.
| | |
| |
To na górze napisoł kot, bo koty pomogajom gaździnie zrozumieć tyn świat widzialny a nie pojęty. Siedzom koło mnie i klapakjom po klawiaturze, patrzom mądrymi ockami na moje palce i od casu do casu ktorysi mnie podropie! Wracoj gaździno na stonie! (czyli na swoje miejsce).
Pise gwarom coby jom jesce jako tako zachować, a co nie bedzie zrozumiałe, wyjaśnimy, koty zatwierdzom.
| | |
| |
|
|
|
|