 |
| |
|
|
| Gwarzenie przy warzeniu |
Kulinarne gawędy
Wandy Czubernatowej.
|
|
Okolice dnia kobiet dają nadzieję, że wiosna, też baba, zawita i rozkwieci ziemię naszą poczciwą staruszkę. Dzień Kobiet, dziwnie to brzmi i nawet zgrzyta od lat wielu. Kobieta ma codziennie dzień kobiet wypełniony pracą od garnka z makaronem przez igłę i strzykawkę, obsikanego malca do sterów samolotu.
| | |
| |
WSPOMNIENIE O HENIU CYGANIKU.
Wszystkiego nie mogę powiedzieć. Niech zostanie w pamięci.
Za socjalizmu naszego kochanego byliśmy młodzi. Wierszyki same wychodziły spod piór i ołówków, mieliśmy to i owo, wprawdzie mniej niż dzisiaj, ale za to bardziej cieszyło to co się miało. Korespondencyjny Klub Młodych Pisarzy był naszym pierwszym stopniem do Związku Literatów i raczej mnie nie obchodziło kto jest naszym patronem. | | |
| |
W dobie frytek, chrupek, cipsów, czy jak im tam, zwykły ziemniak ugotowany w łupinie to rarytas. Zjemy sobie dziś takie postne danko, proste i nasze. Wprawdzie teraz ziemniaki nie mają takiej wartości jak w jesieni, ale co nam szkodzi?
| | |
| |
Tak było wczoraj:
Wszyscy smażą pączki, chrusty
Bo ten czwartek ma być tłusty
Bliny, grzybki i omlety
Wielkie mielone kotlety
i wędzonek plastry duszą
skawarów tłustych garście kruszą
| | |
| |
Najstarsi górale nie pamiętają, żeby tyle pomyj wylano na służbę zdrowia. Całe wiadra, beczki i cysterny! Środki masowego przekazu prześcigają się w pokazywaniu nieudolności, niegospodarności, zaniechania, kolejki, śmierci, szczepionki, epidemie, pandemie! Chryste!!!
Gdyby człek we wszystko wierzył umarłby ze strachu siedząc pod tapczanem.
| | |
| |
Trza tańcować, co by korpiele rosły, trza jeść i pić, co by sie darzyło na wiesne i kochać sie, bo i nacyj lato bedzie bez słonka i ciepłego dysca. Ale jak tu jeść i pić kie cłek przezarty do znaku, sadło sie za nim wlece i chorestol go dłowi a wątroba jak becka!
| | |
| |
Dziadek Władek zbacuje se młode roki i te casy, kie jesce nie było dnia dziadka, ba dzień był Władka!
Zima to była zima, i zodne druty sie nie urywały, bo ich nie było i spokój. Pociąg jechoł roz na dzień i jakosi wsędy dojyzdzoł, do Amaryki płynęło sie sifym, a do Miasta na jarmak sło sie na nogach.
Miłość była tako sama ino moze wiecej ubrano... | | |
| |
Od najmłodszych lat musieliśmy walczyć ze świniami o dostęp do serwatki. Zaś przecie nie na ryje, ale na rozum mamy, która miała do wyboru dać świniom pożywne żarcie, czy dzieciom ugotować „boszcz serwatkowy”, albo „cyrwony boszcyk na syrwotce”.
| | |
| |
Wiosną nosiłam moherowy szalik, a zimą takiż beret. Króliczka angorka wyczesywał Krzyś. Babcia umiała tę delikatną wełenkę prząść na kołowrotku. A my z Jagą robiłyśmy na drutach berety i szale.
| | |
| |
Stary roczku, nowy roczku!
Coraz więcej drobnych kroczków
Coraz więcej rzeczy gubię
Twardych orzechów nie lubię
Guzik duży, mała dziurka
zginął gdzieś kluczyk od biurka | | |
| |
Napiekła babusia mięsiw wszelniejakich
z jałowcem, kminkiem, bazylią
i te przrózne cebulowe smaki
i te zapachy co prosto w nos biją | | |
| |
Basi, abo Marysi, choć to jadwent nolezy sie jakosi uciecha. Mozno im upiyc taki moskolik przekładany, ktory potem sami zjymy. Momy więcej casu , dzień krótki, ale wiecory długie, a przepisów na jedzonko więcyj nniźli strowić zdoles.
| | |
| |
Nic nie strzymo wyciągu narciarskiego! To nase zycie, przysłość i zorobek! I kielo uciechy jak pany zjyzdzajom dołu na rzyci, abo jako ta kula sniezno z nartami i kijkami po bokach! A bocycie kie jesce na wyciągu były orcyki? Straśnie panicki załowały jak my zamienili na krzesełka!
| | |
| |
Mikołoj mioł rózne przygody
pore razy wpod do wody
jak sie sonki załomały
kiedy na grude wjechały | | |
| |
Jedna droga.
Hej, hej cłeku... kieloz ci zostało drogi na dwa piwka na dwie nogi na pięć ząbków bez Stajanie na to wiecne spocywanie... hej, hej zycie... cy ta wiesna bedzie moja czy sie brać nie brać do gnoja cy ta zima w kozusynie minie mnie cy tyz nie minie gwizdnąć ptoskom nowom nute... hej, hej zycie nie obute...
| | |
| |
Wierszyk napisany na pamiątkę walki o szczepionkę przeciw grypie ihhi.
Obrzydło mi mleko, miód
świeży czosnek - istny cud
wstrętny syrop cebulowy
przesłodki sok malinowy | | |
| |
Pokiela jesce można figlować - do Świętego Andrzeja - to se pofiglujmy. Taki mój pociorek...
Boze mój!
- Telo chleba i mlyka
rzepy i kapusty
Telo muzyki ptosiyj
wiaterniej rozpusty | | |
| |
To było roj!!!! Orzechy na lyscynie nie co roku sie ukociły. Były roki chude, ale i masne. Chodzili my całom bandom juz od września i obrywali jesce zielone, tłukli na kamycku drugim kamyckiem i robili wyrzuty jedni drugim, z jesce za wceśnie!
| | |
| |
Jestem chory na najwstydliwszą chorobę
na wstydliwą - obrzydliwą. Na śmierć.
Patrzą na mnie z politowaniem
Ze wstrętem i ze strachem w portkach
A ja sobie wyciągam przed siebie
chudziuteńkie gicze i macham nimi
i paluszkiem liczę | | |
| |
Śpizarecka nie duzo, z półeckami z heblowanych, nie malowanych desecek, roboty nasego taty. Słuzy nom juz ponad śterdzieści roków i cięgiem cosi na półeckach dźwigo. Co roku socek malinowy, wiśniowy, jabłuskowy - osobno z papiyrówek, osobno z późniyjsych.
To zaś marmuladki i powidełka ze śliwek, gruski w syropku, bruśnica z gruskom ku miysku świńskiemu, a i ziorecka niedojrzałe nasturcji jako kaparki.
| | |
| |
|
|
|
|