Kany sioli, a kany zbiyrali i skąd przywozili, nie za bradzo wiym, ale ze jom warzyli to hej. Mom tu przed sobom ksiązecke z konkursu potraw w Łopusznej. Jest tam przepis na pierogi z kasiom grycanom, wędzonkom i grzybami. To by było ciekawe, przyjadom pany na wcasy zimowe, mozno ich przyjąć takim smakołyckiem, naprowde to jest dobre:
70 deka mąki, woda, oleju łyzka - do ciasta.
Do nadziocio: 30 deka kasy grycianyj, 20 deka wędzonki, grzybów gorść (mrozonych, a jak susone namocyć i zemleć, abo posiekać, ze dwa jojka na twardo, sól, pieprz, cebula.
Zrobić ciasto na piyrogi, kase uwarzyć na sypko, wędzonke i grzybki usmazyć z cebulkom, posiekać drobniućko jojka wymiysać z kasom, dać soli, pieprzu, majeronku, abo rozmaryjonu co kto lubi.
Lepić piyrogi i uwarzyć, a potem odsmazyć na masełku, piyknie zrumienione podawać z kisonom kapustom, a do surówki opróc marchwi, cebulki, mozno dodać oliwek!
Pote włącyć muzycke, postawić na stole gąsiorek winka ze śliwek i ciesyć sie, ze juz środek karawału, a jesce zodno biyda na nos nie spadła. I znajomi z miasta nie narzykajom na drogi, drozyzne, dręcenie dropsów, dragi i na drewnopodobne drumle.
O tatarce trza zbocyć na wiesne, moze by sie zasioło ktory zagonek? Ino nie popod okienko ka w
domu panienki. Hej
Teroz trza zbocyć tatara. Nazywali to befsztyk tatarski bo pono Tatarzy kie wywijali po Europie, to na wselki wypodek brali se ze sobom furaź nie ino dlo koni, ale dlo sobie. Ktoz ta wiedzioł co w tyj dzicy europejskiej zrom? No to brali kawołki końskiego miysa, wkładali pod siodło zakiel doechali na konicnach kany chcieli, miyso sie piyknie utarło na grzbiecie końskim. Niechze i tak bedzie.
W kozdym razie wtej, kie w kozdyj prawie wsi na Podholu były karcmy, cyli restauracje GS, w tych karcmach, cyli restauracjach, abo gospodach, były DANCINGI. I tam my se chodzili potańcować hugi bugi wygibane i polecke cy walcyka.
Kie przysła „wolność” karcmy opuścili, syby wybili, Cygnie przestali grać... „na dnacingu tańczą goście, Cygan na gitarze gra, otwarł serce swe na oścież, coś w cygańskim sercu łka”.
Dziś cheba juz ni ma nika takiego obrządku cudacnego jak to bywało - dancing. Mozno było iść i staremu i młodemu, pić gorzołecke i śpiywać i na przekąske był tatar. A kieluska gozołecki nie sprzedali bez przekąsenio.
Kie my przychodzili z panami aktorami to my se brali całom flaske, a do tego miednicke zioberek, ale i tak podstawom był tatar. Poledwicka zmielono piyknie mialućko, połozon na talerzycku w półokrągły śtycek, niech bedzie befśtycek, bo to była polędwicka wołowo, no w środku miyska była dziurka w ktorom wlywała pani kucharka zółtko, ale ono musiało być świyze, bo inacy sie oślywało po miysie.
Panie bufetowe wpadły na sposób i robiły z cebuli takom małom ozdobnom misecke, ząbkowanom i do nyj mozno było zółtko wloć i sie nie ozgichło. No. Naokoło miyska były piyknie poukładane kupecki - soli, pieprzu, paprycki, masełka kusecek, krajano drobno cebulka, korniszonek, cosnocek, grzybek marynowany i sardynka. Kozdy se to miysoł, nakładoł na kromece i pojodoł przepijajęcy. To była uciecha! I to za PRL-u, co to pono nic nika nie było ino ocet.
A kie my juz tatara zjedli to były śledziki, jojka w majonezie, sałatka jarzynowo, krzon i salcesonik. Ale tatar to był tatar! Tyn smak!
Pote kie jo była w USA i kozali mi w restaurancie robić tatara, zrobiło mi sie zol tego nasego...Tam trza było wszystko razem zemleć na warcącej masinie, wymiysać z żółtkiem i takom ciape dać rodokom, bo amarykany tego nie jedli.
A potem do teroz, nie wiym cy kany sprzedajom tatara? Nawet w ksiązkach kucharskich nie widać przepisów, pewnie to surowe miyso przetrasyło Unie Europejskom. A i byckom wierzyć juz nimozno. Zrom przrózne polepsace, popierdusy, antybiotyki, pomyj im nie wolno dawać, ani syrwotki, ani grul puconych z otrębami. Ktoz ta wiy cy polędwicka zdrowo.
Zegnoj tatarze! Pewnie juz nigdy cie nie posmakujemy. Ale co my zjedli to nase. Hej, karnawał!!!
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2012. All rights reserved. |