Kolegowie przeszli na drugą stronę , zostało nas kilkoro i tak sobie jak te kruki w małym stadku, popod chmurki codzienności.
He, he ale ci się babko zebrało na krukanie!
Co dzień rano około 7.30 małe stadko kruków przelatuje nad naszym domem. Przed tygodniem było ich 8, dziś już 12. Ale miało być o świętach.
Kiedy byliśmy jaskółkami choinkę można było wyciąć w lesie i zwiać do chałupy, klucząc, bo leśniczy czaił się w pułapkach. Że to był PRL i wszystko było nasze, wyrzutów nie mieliśmy za bardzo. Poreszcie panu dziedzicowi też się podkradało, ale jego leśniczy i gajowi pilnowali bardziej skutecznie. Dziwne, że nawet rodzicom bardzo pobożnym i uczciwym nie przyszło na myśl, że to jest „nie kradnij”!
Jednak od wieków Pan Bóg siał nasionka drzew przy pomocy wiatru, ptaszków i wszelakiej żywiny i te drzewa rosły z woli bożej dla nas i dopiero ktoś bardziej chytry sobie przywłaszczył i porobił granice.
Tak myśleli w rodzinie, choć wiedzieli, że pan dziedzic kazał strzelać do kradziejów choinek. A rosło tych jodełek całe mnóstwo, teraz nasadzane jakoś nie lubią nas. Za to lubią je rogacze . Wyprawy po choinke były bardzo ciekawe. Pełno zajęcy, lisów, saren, tropy dzika i rozorane mrowiska przez dziki. Śnieg po uszy i sylwetki ludzkie między jałowcami, bo każdy miał jakiś skrawek swojego lasu to pilnował przed sąsiadem. A sąsiadowi ukraść to już był grzech.
Jak cię złapał oczywiście. Później gdy dojrzeliśmy społecznie, wycinaliśmy tylko sosenki, które rosły po brzegach dróg. Trzymały się dobrze, nie zrzucały igieł, tylko nie można było zrobić z niej rogolki.
Co ci to babko przyszło na grzeszne wspomnienia?! Już dawno choinki są sztuczne, a tę co dziś dziadek mocuje do krzyżyka jest dla kota. Dla tego nie ma ozdób szklanych bo kotek sobie po gałęziach figluje, bibułkowe krasnale obgryza, plącze się w anielskich włosach i nie przeszkadza w kuchni.
Piekę schab ze śliwkami, migdałami i morelami.
Robię dziurki końcem kopyści i wpycham suszone bakalie, acha, jeszcze orzechy włoskie. Duży kawał schabu. Może kto zajrzy we święta?
Ale ta choinka nie chce zejść mi z głowy. Kiedy już byliśmy świadomi grzechu, bo ksiądz uczył, spowiadaliśmy się wyciąłem w sąsiadowym lesie drzewko, jodełkę. A wiadomo było, że tylko w księżym lesie rosły jodełki. Ksiądz przecież nie chodził po chłopskich lasach. Nikt nie wypeplał, że ukradłem księdzu jodełkę. Oj, to by było!
Nie ładne wspominki? Człek już ma taką naturę, „że czyni zło którego nie lubi, a nie czyni dobra, które lubi” oczywiście czasem.
Ponjezusek narodzony wybocy, już my od tego casu wszystkie pokuty odprawiali i za grzechy załowali. Na nowe grzyski ni ma juz casu, ani ochoty, ani siły.
Namocymy grzybów i grochu na Wilijom, kapusta sie juz warzy, bedzie na jutro miękko, na dziadkowe i babcyne paszczęki, boszcyk ukisony, pierogi , gołąbki, uszka zrobione. Jutro będzie mniej biegania. Kot opuścił drzewko i gryzie mnie po nogach. Oj, pogadm ja sobie z nim jutro w nocy. Po ludzku! Kicusiu! Pogadamy???
Zdrowych i pogodnych świąt !
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2011. All rights reserved. |