Bekę postawili konwojenci w kącie sklepu, a w drugim kącie stała beka z naftą. Ta z naftą była blaszana , solidna i śmierdząca inaczej. Od góry był szpunt, albo jakaś solidna zakrętka, pani sklepowa miała taką zmyślną pompę, którą wkładała w ten otwór i pompowała do flaszek, które sobie klient przyniósł.
Pomiędzy beczkami były skrzynki na mąkę, kasze, płatki owsiane, cukier, sól,chleb leżał sobie gdzie chciał.
Sklep był jeden i kiedy mnie posyłali po zakupy wejście w te zapachy były przeżyciem nie lada! Co dziś będzie bardziej pachniało - śledzie, czy nafta?
Śledzie pakowała pani do gazety, papier był na inne produkty, na ser szwajcarski na przykład, który pani sklepowa kroiła na kawały olbrzymim nożem, nie raz się przy tym skaleczyła.
Torebki były na cukier i mąkę, na sól ale i tak pachniały albo naftą, albo śledziem. Śledziem silniej im go mniej było w beczce, im dłużej był obecny.
Dziś wszystko pachnie reklamą. Dziś śledź nie stoi czy nie leży obok nafty. Dziś nie sprzedają nafty, chyba jakąś do zbytkownych fikuśnych lamp. A śledzi możesz nie doprawiać i nie moczyć, kupić gotowe i prosto do paszczy...
„I wreszcie on, srebrzystej wódki
Koniecznie dużej ,zimnej, czystej
Najulubieńszy druh srebrzysty
Kawior ubogich, ust pokusa
Bezsenne noce Lukullusa
Modły kartofli parujących
W niebo podniebień dym wznoszących
Brat mleczny żwawych rybich panien:
MARYNOWANY ŚLEDŹ W ŚMIETANIE”.
Pan Tuwim, mistrz nad mistrze! I nie będzie ci ślinka ciekła? Choć nie przepadam za rybami, ale po takim tekście podniebienie płonie żądzą!
I wspominam śledziowe rolmopsy naszej babci. Na te smakołyki musiał być śledź mleczak. Wyjęty z beczki, obmacany, ze ma mlecz, moczony, wypitwany, jeszcze pomoczony, czeka w filetach. Cebulę babcia kroi w talarki, a jest to cebula z ogrodu, soczysta, nie za twarda. Ogórek kiszony w paseczki gotowana marchewka w klineczki, cebula w piórka - to wszystko ułożone na filecie stryk zawija w rulonik, spina zapałką bez siarki, albo patyczkiem ustruganym, bo zapałki szkoda.
Babcia rozciera mlecz (5-6 śledzi, w trzech na pewno był mlecz) z octem rozcieńczonym wodą i z angielskim pieprzem, ziarenko jałowca, listek bobkowy i dużo sparzonej cebuli.
Ułożone w garnku kamiennym rolmopsy zalewała babcia tym mleczkiem i sobie to stało dwa tygodnie. A potem za patyczek i cały do buzi.
A jeszcze śledź po japońsku jak w starej Zaborniance przyrządzano, musiał być na sałatce włoskiej, teraz to sie nazywa sałatka jarzynowa, wtedy włoska. I nie ze słoika tylko kucharki gotowały jarzyny (marchew, pietruszkę, seler) potem drobniutko kroiły, dodając ogórek też drobno pokrojony. Wymieszane z majonezem robionym ręcznie w kuchni. Kręciło się olej po kropli z surowym żółtkiem, dodając łyżeczkę musztardy. Nie raz się majonez zwarzył, ale i na to była rada - dodawało sie łyżkę zasmażki. Hej, hej !
Na liściu sałaty była kupka sałatki włoskiej, w tę kupke wbite jajko na twardo, owinięte filetem śledziowym, polane obficie majonezem. Jak mieli ochotę, to wszystko posypali szczypiorkiem, a w zimie czerwoną mielona papryczką. Stały te międzynarodowe kupki-słupki w bufecie ułożone obok siebie na półmisku, albo na osobnych talerzykach. Śledź nie był kwaśny, raczej ulik, nie za gruby. Oj, do wódeczki...
Na razie pozdrawiam jesiennie. Za tydzień już będzie zima. A potem Święta...
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2011. All rights reserved.
|