Wspominaliśmy sobie onegdaj wesołe czasy PRL-u, brat opowiadał, że jego kolega z żoną, której się akurat nie chciało gotować obiadu (jak mnie dziś) poszli do smażalni placków ziemniaczanych. Czekali spokojnie ponad godzinę, a gdy placki się pojawiły na stoliku, istota żyjąca zgodnie z naturą wychynęła z boku, brudną łapą zwinęła placek z mlaskiem sciamkała, ale dobre placki! Łaps drugiego!
W czasach PRL-u żyły takie istoty, co zjadały resztki w barach mlecznych, albo w takich sobie gospodach, nawet milicjanci dawali im spokój. Żyć zgodnie z naturą bardzo pięknie jest. Chce mi się jeść to jem, na stole stoi, może być moje, nie?
Koleżance przytrafiła się taka „nieprzygoda wesolućko”!
W restauracji „Smok” w Krakowie były takie wysokie ławy, stołków nie było, bo to był bar szybkiej obsługi i nawet szybko się to odbywało, samoobsługa się nazywało.
- No to jo se kupiła piyrogi, postawiła na tyj ławie i posłak po widelec. Wracom, zjodom ze smakiem, a tu mnie cołkiem corny Murzyn klepie po plecach i powiado:
- O kej, okej, gut, gut, jydz, jydz!
- Kie ostatniego piyroga jo zjadła,patrze, a mój talorek pełny stoi na drugim stole i jo zjadła Murzynowe!
Do karczmy rodziny nie wyślę, bo bym musiała im zafundować, a mam pusto w kiesoneckach. Podtykam im książki kucharskie współczesne, pięknie wydane, aż ślinka cieknie! Miedzy nimi ukrywa się sierota z lat pięćdziesiątych XX wieku wycinana z gazety, sygnowana prze Instytut Gospodarstwa Domowego. Zszyta przez naszego tatę, bez pierwszych i ostatnich stron, przepisy w niej zgodne z naturą-sałatka z liści ziół z rzodkiewką i rabarbarem, zupa z maślanki, tatarska pasta z mięsa wołowego (popularny wtedy „tatar”), kluski z surowych ziemniaków...
O, to se zjem dziś... !
3 kila ziemniaków, cebula, jajko, spyrecka na skwarecki.
Pół ziemniaków ugotować, pół zetrzeć na surowo i odcedzić, wycisnąć w ściereczce, pomieszać, jajko dodać, ale nie mus, dodać pozostały krochmal, ale nie mus, ugotować, jeść po dwa po trzy! Ale tyle roboty, nie chce mi się idę do Karfura i kupuję!
Są pyzy - PRODUKT POLSKI BEZ KONSERWANTÓW. Bez pracy i zgodnie z naturą.
Wrzucam zamrożony produkt do wrzątku, produkt na razie leży na dnie garnka, nie mieszać piszą, no to nie mieszam, ale produkt jakoś nie wypływa na wierzch więc mieszam lekko. I co? I nic. Produkt rozpuścił się w wodzie, zrobił się krochmal.
Rodzina dostała wczorajsze krupy z jagnięciną. Hej hej !
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2011. All rights reserved. |