Lepiyj zbocyć downy odpust tyn październikowy, kiedy to kramorze sprzedawali cukierki krajane, malinki, podusecki, grylażowe i krówki włosnyj roboty. Koło tego piłecki z trocin na gumce od majtek, wiatracki-furcydła, pajace na snurku i dziadowskie kurole.
A ci od Sząca przywozili owoc.
Nigdy mi ojcowie nie kupili dziadowskich kuroli! Nojbiydniyjse dzieci zawse miały jakiego sponsora - stryka, ujka, ujnom, siostre, a nas tata powiedzioł to jest brzyćkie i nic nie worte.
Dziś se moge kupić, ale po co? Zeby otrzyć łzy tamtemu dziecku co becało pół dnia o niekupione kurole? Downiyj odpust to było święto rodzinne.
Przyjyzdzałi ujkowie z ciotkami z trzeciyj wsi, konie stoły w ogrodzie i chrustały owiesek, a rodzina sie gościła w biołyj izbie.
Jo wiym, juz o tym pisane było nie roz, a i odpusty som dwa razy do roku jak było i downiyj do dziś jest. Odpust - ksiądz prałat nos poucoł - odpust jest w kościele, a te kramy to rozpust, ale dzieci i tak wiedziały swoje. I strasi sie radowali, mama piekła babki , casem gęś, wielgom polędwice (schab) ze śliwkami i gruskami susonymi, a ujek to nojbardziyj lubioł kiske upieconom w sabaśniku i rosolnik z gryskom (rosół wieprzowy zasypany lekko grysikiem), posuł pieprzu utłuconego w stępce i chlipoł i mlaskoł! Stuki pogryzoł, chlebem przekąsoł.
Kiske umieli tak upiyc, ze skórka chruscała z zębach, a słusne kawołki spyrki upieconyj razem same właziły na łyzke.
Jedli łyzkami, widełkami, ujna godo, mozno se dziubnąć do nosa!
Tata namełł pszenicki na młynku, mama upiekła chleby i kołoce ze syrym na słodko hrubo nakładzionym. Stryk zaś tutyjsy lubioł kołoc ze syrym na słono i duzo pieprzu. He, bywało!
Schodzili sie i zjyzdzali krześni ojcowie godali, opowiadali jak to było na piyrsyj wojnie, jak ludzi wsy zarły i nie harmaty i nie kulki, ba wsy były nojgorse na wojnie.
Drugo wojna sie niedowno skońcyła, to sie ciesyli i chwolili Bieruta, bo mozno kupić tonio nawozy śtucne, brony i pługi.
No. I zaś pojodali, malućkom ćwiortecke opróźnili, zmowiali sie kopać grule, obgadowali rózne Kaśki przespanice i kto ta bocy co jesce.
Nie było środków masowego przestrachu, gazety u nos były, reśte wieści dziadowskie (dziod nosił wieści ze świata). Na koniec jedli kołoca, babke ze śliwkami, abo swijańce z marmuladom z jabłek.
Swijańce, inacej strucle były u nos dobre.
Marmulady z jabłek usamazyli cały rondel. Dali kawołek cynamonu utłuconego, troche masła, cukru, rodzynków a ciasto drozdzowe miało w sobie pół kopy jojek. Piekły sie dwie strucle na jednyj brytfance, casem jedna pękła, godali - o, śmieje sie!
Pote pili harbate z malin susonych. Bywało. Bywało.
Ale wyborów w odpust cheba nigdy nie bywało.
Poreście downe wybory były proste - wiedzieli my kto bedzie wybrany i on wiedzioł ze bedzie wybrany i jedynie słusny dalej rządził. I na kramach nie było zodnych petardów, nojwyzej strzylowki z korkiem na snurecku. Pote wynaleźli korkowce to juz było głośniej. Teroz biydne psy dostajom zawału.
Nasa rudo Jula siedzi w budzie z pudła, za sofom, przykryto pierzynom...
Na dzisiyjsy piątek jymy krupy z marchwiom, cebulom i grzybkami.
W poniedziałek w nowyj ojcyźnie, z nowym rządem jeść bedziemy łydź jagnięcom śpikowanom spyrecko świyzom!
Uwarzyć krupy (trzy miarecki wody, miarecka krup) wode posolić, dać spory kawołek masła, kie zawrzom przykyć i zostaić w sbaśniku, abo ino na piecu.
3 duze marchwie oskrobać zetryć na grubym tarle, 3 cebule pokrajać udusić na oleju.
Kie bedom miękie dać grzybki(kielo wólo) pokrajane w siajtecki. Przydusić.
Mozno bać łyzke rosołu, abo wody.
Na koniec po kryjomu dodajemy ciemnego sosu z torebki z róznymi glutamianami i insymi popierdusami.
Soli, pieprzu ociupinke, bo prosek sosny słony moze być.
Hej hej! Nojlepse pozdrowienka!
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2011. All rights reserved. |