Pani doktorka, autorka tej książki pisze, że zdrowe i mądre dzieci mogą mieć tylko bogaci. Biedota w budzie, nędzy, upadku duchowym lepiej, żeby nie miała potomstwa. Pisze też o antykoncepcji, ale to wszystko dla bogatych. Piękne słowa o życiu płciowym, objaśnienia, przygotowanie do niego i pytania „kiedy wpływa szkodliwie spółkowanie płciowe”?
„...liczne istnieją nerwowe niedomagania i długoletnie słabości, jako też zapalenie narządów miedniczych u kobiet, co jest następstwem nieograniczonego zadowolenia podnieconego popędu płciowego w pierwszym roku swego małżeństwa”.
Do trwałego szczęścia w małżeństwie przyczynia się „przedewszystkiem wstrzemięźliwość obydwu małżonków, a po wtóre wstydliwość i stałość kobiety”.
Super kawałki, prawie rodem z IV i III Rzeczypospolitej naszej ukochanej rzeczywistości.
„Nigdy nie powinno spółkowanie być czymś pospolitym jak na przykład dobry obiad”, kościół też tak uważa, a może to i prawda?
Jest w tej książce wszystko od poczęcia, przez środki antykoncepcyjne, wychowanie dzieci, higiena osobista, ubiór kobiety, wątroba pijaka, chorobliwa chudość - dziś szczyt elegancji, chorobliwa otyłość - chudzina przy amerykańskiej tuszy.
Książka była dostępna u pani dziedziczki, nasza ciotka była opiekunką do dzieci, a książkę dostała na prezent ślubny. Pani dziedziczka trochę uczyła kobiety wiejskie, ale chyba tyle z tego wiedziały co ja teraz wiem o tych jakichś dopalaczach. Co to w ogóle jest?
Uczyli nas, że samolot włączył dopalacze i wykonał „świecę”, ale dla ludzi?
Mało - czytam, że polecają jakiego dopalacza dla roślinek! Dla kwiatków! Co ten biedny kwiatek winien i dlaczego ma iść na dyskotekę?
Tak mnie to zaczęło obchodzić, że wspomniałam anegdotę o Kaśce co to nie wiedziała co to seks. Dopiero jej wnuczek wytłumaczył, że to znaczy tyle co biegunka. Gdy spóźniła się do kościoła, ksiądz zdziwiony, po sumie pyta:
- co sie stało Kasiu, spóźniłaś się na mszę!
- E, nic, księze jegomości, inom miała seks. Dwa razy byłam w zycie, roz za stodołom i jesce mi sie chce!
Zostanę w nieświadomości przy tych dopalaczach, póki jakiś wnuczek mi tego nie wyjaśni, jak tyj Kaśce.
Na śniodanie zjedli my se z dziadkiem kluske na kiju. Takie miysane rogolkom fuce. W kozdyj chałupie nazywajom to inacyj - kulasa, sapka, miesznaka, a karkusy prażucha.
Kluska moze być zytno, jarcano, a teroz pszenicno. Z nowyj pszenicki - na osolonom wode wsuje mąki razowyj, pomysom rogolkom, zabulgoto i na misecke. A dopiyro te dodatki to jest cało radość (choć nie za bardzo zdrowe) - topione zrumienione masło, spyrka w grube skwarki, wędzonka, jajeśnica (krem jajeczny), rosół wieprzkowy i na koniec kwaśne mlyko, abo maślonka.
Jakie to dobre! I dziadkom zastępuje zycie płciowe...
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2010. All rights reserved. |