Kie downymi casy loło i loło, wieś ciyrpiała, bo plony wygniły, ale ze my siedzieli w niezagrozonym miejscu, to nos nie zabiyrało. Nojwyzyj temu urwało kawołek pola, a hańtemu przycyniło. Trowy i zboza zmarniały, zywina padła, ale chałupiny ocalały.
Kie juz tak loło więncyj niźli dwa tyźnie to w kościele śpiywali suplikacyje „święty Boze, święty mocny”, „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybow nos Panie”.
„Powietrze” (zarazy wselakie) za moich casów juz było cyste, a lud śpiywajęcy dodawoł „od powietrza, głodu, ognia, WODY i wojny” i tak śpiywali my ze dwa następne tyźnie, jaze loć przestało i trowka sie otawiła pomału.
A było i tak, ze nie przestawało, to jedyn cłek wyznacony chodził po wsi za jojkami. Zbiyroł do kosołki i zanosił księdzu coby odprawił msze świętom na zazegnanie biydy wodnyj.
I pomogało.
Teroz nic nie jest takie jakie mo być. Narobiło sie mątu, tryjontu, wszystkim rządzom masiny, elektryka, przewidujom, zawiadujom, co dzień ze trzy razy opowiadajom jako bedzie pogoda za dwa miesiące, a zoden nie przewidzioł, ze bedzie tak loło i loło.
Nawet Ludwik Młynarczyk, co mo u świętego Pietra chody.
Pon Bóg nos korze? Przecie ludzie nie tacy źli do znaku, w kozdym tli jakosi zingierka dobroci, ino
ozduchać. Mnie sie widzi, ze Syroki opuścił na małom chwile nasom kule ziemskom i posed w inse galaktyki, bo tam cosi gorsego sie dzieje, a patron od dysca zasotoł sie, abo zasłuchoł jak świeto Ceculijo gro, abo jak Józek Tischner w raju opowiado o „księdzu na manowcach”. No, hej.
Dobrze babce śpasować, kie jyj woda nie zaziyro do okna, a na rosół nastawić se moze prosto ze studni.
I tak ludzie kochani. Ani do pola nie wyjdzies babko, ani do sadu, idź do kuchni i nakryktuj fure palacinków (naleśników) moze takich z grulami i bryndzom.
Z półtoryj śklonki mąki, 2 jojek, śklonki mleka i śklonki wody mozno usmazyć 16 palacinków, no to kielo kto chce, mozno pół z tego. Usmazyć, trzymać w cieple. Pół kila grul ( ziemniaków) kostke bryndzy, pół kostki masła, cebule.
Grule zemleć, wymiysać z bryndzom, dodać masełko i usmazonom na nim cebulke, sól, pieprz, koperek, co kto chce do smaku.
Smarować palacinki tom masom, zawinąć dwa przeciwległe boki, swijać w rulony, panierować w
jojku i bułce tartej smazyć na smolcu.
Do tego surówki jakie kto chce, abo sos pomidorowy, abo ino z rosołkiem czy boszcykiem, abo zurkiem.
Zawołać sąsiada i razem jeść. Marzyć o słonku, scęściu i dumać o tyj starsnyj niesprawiedliwości świata - kie jednym sucho, jako tako dobrze, drugim źle tak okropnie źle, a przecie nicym nie zawinili...
P.S.
Pokiel co - sucho.
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2010. All rights reserved.
|