Już coraz bardziej zielono, listeczki malutkie, a za chwilę pączki pękną i kwiatki na wiśni zakwitną. I na mirabelce starej i papierówce jeszcze starszej i na sosnach mojki za chwilę będą gotowe pod nalewkę zdrowotną.
Na świętego Wojciech już jest w polu pociecha. I szczaw i pokrzywki na zieloną zupkę już można zerwać i kurdybankiem doprawić do smaku.
A Wojciechom i Jerzym podamy sok brzozowy, staropolską oskołę, której trochę wcześniej utoczyliśmy z brzozy.
Wiem, że to nieładnie i nie wolno kraść brzozie jej soki żywotne, ale przecie i ludziom oddają krew, a ona im narośnie to i brzozie też...
Tata i Boluś wiercili dziurki w starej, dużej brzozie, wkładali rureczki po kryjomu! Bo niechby się dowiedział, kto nie powinien, albo taki co nie ma umiaru, byłoby źle! I dla drzewa i dla ludzi. To było tak dawno, że nawet brzoza zapomniała.
Dla Wojtusiów i Jerzyków kwas brzozowy, albo sok fermentowany: 2 litry soku - oskoły, pół cytryny, 2 łyżki miodu, odrobinę drożdży.
Cytrynę wycisnąć do soku, dodać drożdże i miód, zostawić w ciepłym miejscu na dobę. Potem zlać do butelek i wynieść do chłodu. Najlepiej w ciemnych butelkach z grubego szkła.
Sok lekko sfermentowany można przechowywać w chłodzie do tygodnia.
Duszę wygładza, serce koi
spragnione usta chłodem poi
Mądre myśli do mózgu wraca
I całkowicie zabija kaca!
Zdrowia Wam życzę Drodzy Solenizanci!
P.S.
Halinka mi mówi, że w każdym sklepie mogę kupić oskołę za 3 złote z groszami. Ale czy to będzie to samo?
Wanda Czubernatowa - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2010. All rights reserved.
|