|
Wielki Czwartek
Chleba w Wielki Czwartek wypiekać nie można, jeżeli zaś konieczność do tego zmusza, to, aby na urodzaj nie wpłynęło ujemnie, należy dać na mszę, a już w ciągu całego roku wystrzegać się w dni czwartkowe wypiekania chleba.
[M. Fedorowski, Lud białoruski…, Kraków 1897, t.1.]
Wielki Piątek
W Cebrze pod Iwańskiem kobiety wiejskie nie pieką chleba w Wielki Piątek, bo będzie grzmieć i „strzelać’. Wierzą też, iż kto sięga ręką po chleb, kiedy już w piecu nic nie ma, ten sięga po śmierć.
[Z. A. Kowerska, Chleb, „Wisła”, t. 14, 1900.]
Wielkanoc
W uroczystość św. Jurija […] zbierają się dziewczęta i pieką placki, parobcy przychodzą i razem z nimi placki te jedzą. Gospodarze zaś z żonami razem idą na pola oglądać zasiewy i taczają się po runach.
W Wielki Piątek księża ruscy kładą na grobie Zbawiciela bochenek chleba, zwany Artus. Po „przewodach” rozdają go wiejskim gospodarzom. Ma on służyć za lekarstwo chorym ludziom i bydłu.
[Z. Rokossowska, Chleb, „Wisła”, t.13, 1899.]
Chleb w obrzędach.
Chleb od urodzenia aż do śmierci człowieka jest niezbędny przy wszystkich obrzędach. Po narodzeniu dziecka, ojciec tak zwanym zwarem, tj. chlebem i wódką, idzie zapraszać na chrzciny rodziców swoich, jeśli osobno mieszka, rodziców żony, chrzestnych stron obu, poważniejszych krewnych, których pragnie mieć na chrzcinach. Ci wszyscy przychodzą na owo przyjęcie i przynoszą też swój chleb i wódkę.
Na weselu pominąwszy korowaj i kołacze, które są zwykle pszenne, chleb ma znaczenie ważniejsze: przed ślubem ojciec błogosławi obrazem, matka chlebem, gdy jadą do ślubu, ojciec, a jeśli nie żyje to matka, przeprowadzają młodych przez wrota, żegnając ich chlebem. Gdy przyjadą od ślubu też spotykają się z chlebem, odjeżdża młoda z mężem, dają jej chleb i obraz w ręczniku i to trzyma na kolanach. W chacie mężowskiej teścia spotyka z chlebem.
[…] Na śródpościu gospodynie, u których jest bydło rogate pieką krzyże, „chresty’ z żytniego ciasta, dwa wałeczki na krzyż złożone. Te krzyże rozdają bydłu albo w tenże dzień, lub gdy pierwszy raz na paszę wychodzi, czasem i sami jedzą; ma to zabezpieczyć od bólu krzyży.
Na Wielkanoc prócz paski (bułka pszenna) niosą do święcenia chleb z wetkniętą grudką soli.
Gdy urządzają przenosiny do nowej chaty, tak zwane ochiszczyny, i spraszają gości, każdy z zaproszonych przychodzi z chlebem. Do nowej chaty wnoszą chleb i kurę. To powinno przenocować i dopiero się ludzie wprowadzają.
Chleba bochenek leży zawsze na stole, przykryty jednym końcem obrusa, nóż obok. Jest w wielkim poszanowaniu; na ziemi znaleziony podnoszą i całują, często bardzo wyrażają się „chlib światoj”, jednak i do rożnych praktyk guślarskich bywa używany, nieraz nawet w szkodliwych zamiarach.
[Z. Rokossowska, Chleb, „Wisła”, t.13, 1899.]
Przesądy gospodarskie.
W pierwszy dzień siejby jesiennej, już tylko niektórzy starzy gospodarze na miedzy swego pola kładą obrusek i chleb z solą, a pierwszy rzut jest ziarnem z wianka poświęconego. Jeśli gospodyni nie dopatrzyła lub zapomniała bochenka, albo pieroga w piecu, i ten przenocuje w nim, wtedy nabiera własności oddalających grad. Obchodzą z nim swe pola w lecie i często zostawiają w tym miejscu, skąd się obchód zaczęło. Jeśli do proszku z podobnego chleba dodać proszek ze spalonego wróbla w Wigilię Nowego Roku i to wysiać razem z konopiami lub prosem siejąc je na wiosnę, wróble ziarna tego wypijać nie będą. Jeśli pierworodny upiecze zupełnie sam bochenek chleba, ale to zacząwszy od narąbania drew i zapalenia w piecu, wody przyniesie, rozczyni, zamiesi aż do wyjęcia z pieca zupełnie bez niczyjej pomocy, chleb ten jest pomocny od ognia, ptactwa, gradu. Obchodzi się z nim i żegna zagrożone miejsca i budynki.
[Z. Rokossowska, Chleb, „Wisła”, t.13, 1899.]
Magia i wróżbiarstwo.
Gdy w piecu dwa chleby razem się zrosną, to małżeństwo żyje długo i dobrze im się powodzi.
[M. Cisek, Materiały etnograficzne z miasteczka Żołyni w powiecie przemyskim, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, t. 13, 1889.]
Kto zjada przylepki ze świeżo upieczonego chleba, ten bywa szczęśliwy w miłości.
[Tamże.]
Przenosząc się do nowego domu, należy ze starego wynieść ze sobą najpierw chleb i sól, aby się wszystko dobrze wiodło.
[Tamże.]
W czasie gdy od kur albo od gęsi na jajach posadzonych mają się wylęgać pisklęta, gospodyni w domu swoim nie piecze, obawiając się, aby się jej jaja nie pozaciekały.
[J .L. Czerwiński, Okolica zadniestrzańska, Lwów 1911.]
Aby nie bać się grzmotów, trzeba jeść spleśniały chleb.
[M. Fedorowski, Lud białoruski…, Kraków 1887.]
Jeżeli chleb z masłem upadł na podłogę tak, że masło zostało pod spodem, to ten, który ów chleb upuścił, zubożeje, wzbogaci się, jeśli masło zostało na wierzchu.
[R. Lilientalowa, Przesądy żydowskie, „Wisła”, t.14, 1900.]
Przed wsadzeniem chleba należy wymiatać ogień z pieca piekarskiego pomiotłem, umaczanem w czystej wodzie, boby się ogień gniewał, gdyby np. pomiotło umaczano w pomyjach.
[T. Mleczko, Rozmaitości, „Lud”, t.10, 1904.]
W które drzewo piorun uderzy, to nie można nim na chleb palić ani jedzenia nim gotować, bo sadza w kominie zapali się i na chleb to niedobrze wpływa.
[M. Fedorowski, Lud białoruski…, Kraków 1897, t.1.]
Wsadziwszy chleb w piec gospodyni podnosi dzieżę z ziemi i na to miejsce, gdzie dzieża stała, pryśnie wodą (pozostałą od chleba) na krzyż i przeżegna, bo już to miejsce jest ważne, gdzie dzieża stała.
[Tamże.]
Rzemiosło piekarskie.
Pieczywo wyrabiali piekarze kleparscy i pędzichowscy pod rożnymi kształtami i nazwami, tak np. kołacz upieczony z dobrego białego pszennego ciasta ze serem zajmował wśród pieczywa pierwsze miejsce, szczególnie około Bożego Narodzenia. Dalej mniejsze pszenne, ze serem, ale nie wyrobionym, tylko żółtkiem lub szafranem posmarowane po wierzchu, nazywano ze żartu mosiężnemi. Robiono także maślane strucle na Boże Narodzenie, czyli pszenne plecione jak warkocz. Kukiełki albo wyrabiano na Kleparzu albo kupowano od piekarzy z Gołkowic i Liszek, od których nazywały się kukiełkami Gołkowskimi i Lisieckimi. Kukiełki te z wielką ilością potażu wyrastały i wyglądały dobrze, ale słynęły z ogromnych dziur pośrodku. Kukiełki kleparskie były lepsze, że były pełniejsze a posypane czarnuszką. Wypiekano też kukiełki groszowe zębate, czyli świnki, które przypominały podbrzusze świni, a dodawano je stałym kupującym we wilię bezpłatnie jako dodatek. Tak zwane podpłomyki pieczone z resztek ciasta w prezencie rozdawały piekarki kleparskie swoim znajomym od czasu do czasu, a te uważały je za smakołyk. Pieczono także tak zwane szewskie placki, były one z pozostałego chleba pieczone, płaskie, a dziurkowane umyślnie, ażeby były małe i tanie. Szewczyki najwięcej je kupowali i dlatego dostały tę nazwę.
[S. Cercha, Kleparz, przedmieście Krakowa przed 50 laty, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne, t.14, 1919.]
Rodzaje chleba.
1. Chleb pszenny najlepszy chlebem królewskim albo pańskim zowiemy;
2. Z średniej mąki, niezupełnie otrąb pozbawionej, miejskim albo kupieckim mianujemy;
3. Z powszechnej a z pospolitej mąki zhruba pytlowanej chleb pospolity pieką;
4. Niemal z szrotowanego zboża, albo nader hrubej, otrębiastej mąki, takiego chłopi na wsi używają: to jest grysowy;
5. Jest i piąty bardzo hruby, z zboża niewychędożonego, albo zmieszanego z pszenice, żyta, owsa, jęczmienia, tatarki, prosa, jakiego pospolicie Litwa i Ruś na wsiach używa, a ten Borysem zowią, bo go borowi ludzie używają […].
[Z. Gloger, „Encyklopedia staropolska” t.1, 1882.]
O dzieży.
Żeby ciasto rosnące w dzieży nie uciekało wierzchem, trzeba na wieku od dzieży położyć czapkę gospodarza, a pod czapką nóż. Z dzieży nowo zrobionej i wprzód nim się jej użyje do mieszania ciasta, potrzeba najprzód dać jeść trzodzie chlewnej, albowiem inaczej chleb się z niej darzyć nie będzie.
Gdy chleb się nie udaje, potrzeba wywrócić dzieżę dnem do góry i wykadzić ją wewnątrz wianeczkami święconemi, mchem i purchawką. Gdy pieczywo chleba nie udaje się, gdy chleb jest ciężki i zakalczysty, wtedy to gospodynie zwykły wykadzać dzieżę, wywróciwszy ją do góry mchem porastającym na starych strzechach: „O jużem nakadziła dzieżę mchem, aby chleb był miętki jak mech”. Gdy się chleb nie udaje, trzeba wywrócić dzieżę dnem do góry na progu izby, utkwić nóż w jej dno i po trzykroć chlusnąć nań wrzącej wody. Przez to dzieża się odparzy i chleb się uda, bo znać, że była zaparzoną i dlatego ciasto w niej nie kisło i nie rosło. Dobrze jest także wtedy wybić dzieżę brzozową rózgą, ażeby ją poprawić i złe z niej wypędzić.
[O. Kolberg, Chełmskie, cz. II.]
O wartości chleba.
[…] Lud polski w wielu okolicach nazywa chleb świętym („święty chlebuś”), równie jak i ziemię, która go rodzi („święta ziemia”). Siadając do posiłku, zawsze Polacy zdejmują nakrycie z głowy, a gdy kęs chleba upadnie na ziemię, podnosząc go całują jakby dla przeproszenia za zniewagę. Żywo to przypomina słowa broszury „Dworstwo obyczajów” z 1674 roku: „Czemu chleb, kiedy z trafunku na ziemię upadnie, całujemy podniósłszy? – bowiem chleb jest święty”.
[Z. Gloger, „Encyklopedia staropolska” t.1, 1882.]
I jeszcze garść przysłów z „Księgi przysłów” S. Adalberga z 1880 r.:
Kiedy gospodyni pierze i chleb piecze, to się ledwie nie wściecze.
Kto chleba nie chce, nie godzien kołacza.
Kto chlebem gardzi, to nim Pan Bóg bardziej.
Dobry chleb z solą, byle z dobrą wolą.
Chleb pracą nabyty, bywa smaczny i syty.
Chleb najmocniej wiąże.
Chleb stracił, a bułki nie znalazł.
Kto chleb nosi, tego też chleb nosi.
Kto ze mną chleba jeść nie chce, ja z nim - nie będę kołacza.
Tekst: Barbara Jakimowicz-Klein
Foto: archiwum
© JM Media 2009. All rights reserved |