Na 10 litrów wody potrzeba 20 kg mąki razowej, 10 kg pszennej i 5 kg ziemniaków. Wychodzi z tego 10 bochenków dużego chleba pieczonego w piecu z łopaty.
Z poprzedniego pieczenia zostawiało się garść ciasta i wkładało do dzieży od chleba na zakwas.
Do zakwasu wlewało się 10 l wody ciepłej rozmieszanej z 5 kg dobrze wygniecionych gotowanych ziemniaków i 10 kg mąki żytniej. Rozczyn zrobiony na wieczór kisił się do następnego dnia rano.
Do rozczynu dodawało się kolejno mąkę pszenną i sól do smaku. Wymieszało się dokładnie wszystko razem i wyrabiało ręką. Wyrabianie trwało około godziny. Kiedy ciasto było gotowe, zostawiało się je do wyrośnięcia i paliło się w chlebowym piecu miękkim drewnem.
Kiedy ciasto w dzieży podrosło, a piec był już gorący, walało się chleb na stolnicy, każdy bochen osobno i wkładało się bochny do specjalnych koszyczków wyplecionych ze słomy i znów zostawiało do wyrośnięcia. Piec był dostatecznie upalony, gdy z czarnego robił się biały.
Wtedy wymiatało się piec z ognia i miotłą z jedlic wygarniało się popiół. Wtedy chleb przewracało się z koszyka na łopatę drewnianą, omywało wodą, pikało kilka razy każdy bochen nożem lub widelcem i wsadzało się bochny na klepisko o pieca. Drzwiczki pieca się zatykało i trzymało chleb w piecu około 1 godziny.
Jak chleb pukał, to gospodyni wysadzała upieczony chleb, układała na ławie i przykrywała bochny przykryciem z łóżka, żeby chleb odbił i był miękki.
Przy chlebie gospodynie wypiekały podpłomyki z ciasta chlebowego.
Rozklepywało się cienko na łopacie 1/4 tego ciasta, co na chleb i piekło. Po wyjęciu z pieca polewało się podpłomyk kwaśną, gęstą śmietaną i sypało cukrem. Był zwyczaj rozdawania podpłomyków do sąsiadów. Chleb piekło się raz w tygodniu i musiało go wystarczyć. Pieczono w zależności od wielkości pieca 10 do 14 bochnów. |