Pieniędzy wówczas nie było na wsi, a jak się jakieś udało uciułać, najczęściej za nabiał i jajka, to przeznaczano je w pierwszej kolejności na zakup soli do konserwowania jedzenia.
Nie kupowano jedzenia, musiało wystarczyć to, co urosło w polu. Jak zabito wieprzka, słoninę trzeba było przechowywać przez wiele miesięcy bez lodówki i zamrażarki. Ale i na to znalazł się sposób.
Była to kuchnia bardzo skromna, wręcz uboga, oparta o ziemniaki, kapustą, groch i fasolę oraz grube kasze i mąkę mieloną na domowych żarnach. Ale dzięki pomysłowości gospodyń, z tych skromnych zapasów udawało się ugotować prawdziwe specjały.
Do gotowania konieczny był piec - kuchnia z blachą, bez której nie można dziś przyrządzić wielu dawnych potraw, a próby zastąpienia ich płytką nakładana na kuchenkę niezbyt się powiodły. Nie ten smak. Podobnie jak nie da się zastąpić chlebowego pieca nawet najlepszym piekarnikiem elektrycznym, a kołacz pieczony na blasze w piekarniku nigdy nie będzie miał takiego smaku, jak tradycyjny z łopaty. Niemniej dawne przepisy stosowane są w domach do dziś Na ich bazie powstały nowe, wzbogacone o dostatniejsze dodatki.
W powiecie limanowskim o rdzennej tradycji w kuchni się nie zapomina, a to dzięki silnie rozwiniętemu tutaj ruchowi Kół Gospodyń Wiejskich. Skalę zjawiska można sobie uświadomić, porównując ten ruch z Ochotniczymi Strażami Pożarnymi. Okazuje się, że na limanowszczyźnie więcej jest Kół Gospodyń niż jednostek OSP. W każdej niemal gminie organizowane są doroczne przeglądy, na których gospodynie prezentują klasyczne potrawy regionalne i robią nimi prawdziwa furorę wśród odwiedzajacych. Biorą też gremialnie udział w przeglądzie powiatowym, uczestnicza w małopolskich przeglądach organizowanych przez Małopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego, a także stanowiąo atrakcyjności stoisk gmin i powiatu na targach turystycznych.
Koła Gospodyń Wiejskich nie tylko kultywują kulinarne tradycje, ale równocześnie przechowują skarby lokalnej kultury. Na wszystkich przeglądach ocenia sięnie tylko autentyczność regionalnych potraw i sposób ich podawania, ale również stroje i program artystyczny przygotowany przez koła. Nierzadko w jury zasiadają etnografowie i inni znawcy regionu.
Anna Witalis-Zdrzenicka - Limanowa
* * *
DAWNE JADŁO ZAGóRZAŃSKIE
A te Zagórzonki to się dobrze majom,
bo se dosyć często downe potrawy jodajom.
A nojstarsi ludzie tak tu powiadajom
I starym przysłowiym prowde potwierdzajom:
Wtedy głód, jak kwitnie bób,
A jak kwitnie mak, to już - nie tak.
Downo tu bywały przednówki długie i głodne,
To tyz gotowali jadło bardzo skromne.
Na śniodanie bryjka rzodziutka casym ino mlykiym polono,
Na łobiod kapusta grochym pomascono
Abo jaki zimniok zolony rosołym ślepym,
A jak jesce były, to korpiele z marchwiom
Pomascone słodkim mlykiem.
Na wieczerzo zimnioki łod łobiadu z jałowym zurym,
Abo tyz wodzionka z suchom skórkom chleba
łomascono łojym.
Z takiego jadła na watrobo i zoładek nie chorowali
Ani tyz po doktorach prawie nie chodzali.
Dzieciska plasterki z zimnioków i korpieli na blasce piekły,
A jak przyszła wiesna i lato to polne kapusty i łodymorki pojadły.
Tako i jo to jadło jodała,
Jak zem se mał bywała.
A nojwazniyjsze tu u Zagórzan bywało,
ze sie kazdy kawołek chleba
I kazde jadło okropnie sanowało.
Barbara Stożek - Mszana Dolna |