



Spacerując po starosądeckich uliczkach rozpoznać można ślady dorobku minionych stuleci. Warto odwiedzić Muzeum Regionalne w „Domu na Dołkach” w Rynku, w którym zgromadzone są ciekawe eksponaty dotyczące historii i życia codziennego mieszkańców tego niezwykle urokliwego miasteczka. Moją uwagę zwróciły przedmioty należące do słynnej śpiewaczki operowej Ady Sari, która mieszkała w jednej z kamienic miasta. Dzisiejszy wizerunek Starego Sącza jest zasługą burmistrza Mariana Cyconia, którego miałam przyjemność poznać osobiście.
Muzeum to przede wszystkim różnego rodzaju ule, ale nie tylko. W chatach wystawowych, zrekonstruowanych z oryginalnych elementów, obejrzeć można wspaniałą kolekcję akcesoriów pszczelarskich. Po muzeum oprowadziła mnie miła pani przewodnik, bardzo ciekawie opowiadając o zastosowaniu poszczególnych przedmiotów znajdujących zastosowanie przy „chodzeniu wokół pszczół”. Na łące gospodarstwa stoją wielkie pnie figuralne, najczęściej przedstawiające św. Ambrożego – patrona pszczelarzy. Szczególnym miejscem, utrzymanym w klimacie starodawnej karczmy jest „Bartna Chata”. W lokalu uwagę zwraca unikatowy piec kaflowy i detale wystroju, nawiązujące do wielowiekowych tradycji polskiego pszczelarstwa. W miłej i przytulnej atmosferze pogawędziłam z panią Anią i Januszem Kasztelewiczami, degustując wyborne piwo miodowe, powstające na bazie naturalnego miodu oraz rozkoszując się smakiem przepysznego serniczka.
Okazją do poznania różnych smaków regionalnych było Święto Kwitnącej Jabłoni w Łącku. Impreza organizowana jest przez Gminny Ośrodek Kultury i Urząd Gminy w Łącku. Muszę pochwalić się, że miałam przyjemność porozmawiać z panem wójtem - Franciszkiem Młynarczykiem.
Łącko wszystkim kojarzy się ze słynną śliwowicą. Ale to także inne smaki, np. pyszne owoce i tłoczone soki owocowe. Podczas łąckiej imprezy próbowałam smakowitych potraw przygotowanych przez panie z KGW w Łącku, m. in. szarlotki biorącej udział w konkursie na najlepsze ciasto z jabłkami i jedynej w swoim rodzaju nalewki pana Stefana Kozika - prezesa KGW w Łazach Brzyskich (jest to jedyny mężczyzna przewodniczący KGW w kraju).
Zaopatrzyłam się w pyszne górskie sery „krówskie”, wyrabiane przez panią Danutę Kurnytę z Woli Piskuliny k. Łącka.
W Święcie wzięły udział zespoły regionalne i orkiestry dęte. Mój zachwyt wzbudziła orkiestra dęta z Łącka pod batutą kapelmistrza dr. Stanisława Strączka. Ma ona w swoim repertuarze przede wszystkim utwory ludowe.
Na świątecznym jarmarku swoje prace zaprezentowali ludowi rzeźbiarze, m.in. Stanisław Basta - twórca z Podegrodzia. Natomiast Zofia i Roman Bodakowie z Ropicy Polskiej oferowali wyroby z drewna. Kupiłam sobie kilka ciekawych drobiazgów.
Okazją do posmakowania prawdziwych góralskich specjałów była wyprawa do bacówki Władysława Sajdaka - gazdy w Obidzy. Wypiliśmy z Leszkiem Horwathem i jego synkiem Jasiem po kubku żentycy, spróbowaliśmy oscypków - było pysznie.

Zachwyciłam się smakiem chleba i podpłomyków wypiekanych w tradycyjnym piecu chlebowym przez Kazię i Marka Piwowarów w Męcinie. Jest to chleb pszenny pieczony na żytnim zakwasie z dodatkiem otrębów. Podpłomyki obsypywane są kminkiem, albo pieczone są z cebulą. Wyśmienity smak mają podpłomyki ze śmietaną lub z cukrem.

Niezapomniane wrażenie zrobił na mnie odrestaurowany z wielkim pietyzmem Folwark „Stara Winiarnia” w Mszanie Dolnej. Stylowe wnętrza, wyśmienita kuchnia i to, że właściciel obiektu - Andrzej Majchrzak - z wielkim pietyzmem podchodzi do wszelkich detali, sprawia, że każdy gość czuje się tu wyjątkowo.
Moja kilkudniowa wizyta na Sądecczyźnie była niezwykle urozmaicona. Miała charakter nie tylko książkowo-kulinarny, ale również turystyczny i towarzyski. To wszystko było możliwe dzięki uprzejmości redaktorów Asi i Leszka Horwathów, którym raz jeszcze bardzo serdecznie za wszystko dziękuję.
Barbara Jakimowicz-Klein
Foto: Leszek Horwath |