Wiele wskazuje na to, iż praprzodkiem kołacza był podpłomyk (o podpłomykach napiszemy specjalny tekst, bo wracają do łask i można je spotkać w sklepach przy piekarniach), często obecny we wspomnieniach smaków dzieciństwa dzisiejszych 50- latków. Młodszym i nazwa, i smak tego wypieku jest niemal zupełnie obcy.
Pieczone z ciasta chlebowego koliste podpłomyki, (często układane na kapuścianym liściu) były doprawdy wspaniałe. Posypywano czarnuszką, kminkiem lub cukrem. Te z cukrem, ciepłe i chrupiące, polane prawdziwą, gęstą śmietaną smakowały - szczególnie na śniadanie - wręcz nieziemsko.
Ale wróćmy do kołacza, który wywodzi swą nazwę najprawdopodobniej właśnie od charakterystycznego kolistego kształtu. Powstaje on jednak nie z ciasta chlebowego, lecz drożdżowego. Chyba możemy go nazwać „pierwszym słowiańskim słodkim ciastem”, choć obecny jest w wielu, nie tylko słowiańskich, dawnych kuchniach.
Piekło się go zazwyczaj na łopacie - tej samej którą wsuwano do pieca bochen ciasta chlebowego.
Na łopacie właśnie rozklepywano placek z wyrośniętego ciasta drożdżowego, którego środek (także koliście) smarowano serem.
Bywały też kołacze z kruszonką lub owocami.
Wypiekano je nie tylko „na słodko”. Po posmarowaniu ciasta serem wymieszanym z bryndzą, z dodatkiem podsmażonej cebuli, stawał się kołacz znakomita zakąską do... okowity.
Ciasto delikatnie zsuwano z łopaty na klepisko pieca chlebowego.
Główna tajemnica pieczenia kołaczy tkwi właśnie w sposobie ich pieczenia, zaś dokładniej - w temperaturze powstawania tego wypieku.
Kołacze pieczono w piecu chlebowym albo pod koniec dnia, gdy cały piec kuchenny był dobrze i równomiernie rozgrzany lub w „finale” wypieku chleba.
Pamiętajmy, że nie niegdyś pieczono nie jeden, lecz przynajmniej kilka lub kilkanaście bochnów chleba, które miały wystarczyć domownikom na kilka dni, zaś rozpalanie i nagrzewanie pieca chlebowego rozpoczynano grubo przed pierwszym pianiem kura.
Był to swoisty ceremoniał pieczenia i feeria zapachów: od zapachu zakwasu, ciasta chlebowego i drożdżowego, przez zapachy sera, ziół i innych dodatków po niezapomniany aromat gorących wypieków, który domownikom nie pozwalał na dłuższe wylegiwanie się pod pierzynami.
Dlaczego kołacze pieczono na samym końcu. To proste. Ciasto drożdżowe rośnie, więc nie może mieć za wysokiej temperatury, bowiem nie upiekłoby się jak należy i mogło stać najzwyklejszym… zakalcem.
Dzisiaj pieczenie kołacza w warunkach domowych, w piekarnikach kuchni gazowych lub elektrycznych, jest oczywiście możliwe, ale wymaga cierpliwości, doświadczenia, dobrej ręki i wyczucia (mimo termometrów zainstalowanych w kuchenkach) najwłaściwszej temperatury.
W rozdziale „Chleby i kołacze”, znajdującym się dziale „Specjały” (prosimy zerknąć na pasem „Menu”) publikujemy dzisiaj kilka sprawdzonych przepisów na kołacze, pochodzących z Kół Gospodyń Wiejskich działających na Ziemi Limanowskiej.
Przepisu na kołacz jodłownicki nie będzie, bo to tajemnica Antoniego i Danuty Krzyściaków z małej rodzinnej piekarni w Jodłowniku, ale będą przepisy na: starodawny kołacz ze Słopnic, kołacz na łopacie z Ropniowa, kołacz z Olszówki, kołacz szczyrzycki z Pogorzan, kołacz z serem z Zamieścia, kołacz z bryndzą z Koniny oraz kołacz z serem i bryndzą z Łostówki.
Tekst i foto: Leszek Horwath - potrawyregionalne.pl
© JM Media 2006. All rights reserved. |